Pokazywanie postów oznaczonych etykietą survival. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą survival. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 sierpnia 2018

Analabet drzew. Ja Brzoza, ja Brzoza. Jak mnie słyszysz?


Wodę brzozową, można kierowniczko prosić? Zapasy się mnie skończyli.

Kierowniczka wie jak wygląda brzoza, prawda? Każdy wie - to najbardziej rozpoznawalne drzewo w Polsce. Możemy pozyskać z niej ten pyszny sok, ale trzeba z tym cholera znów czekać do wiosny. A po zaszczepieniu brzóniowego soku rozmnożoną matka drożdżową otrzymamy wino brzozowe, które szybko dojrzewa i szybko się klaruje, ale jest kurwa tak paskudne, że prawie niepijalne. Lepiej wymieszać oskołę pół na pół z rieslingiem lub prosecco i uwalić się w sposób nieco bardziej godny dżentelmena, proszę kierowniczki.

Niejaki Scypion, w swojej "Zabawie plantacyj wiejskich" (Za pozwoleniem Zwierzchności w Warszawie roku 1806), pisał:

"Brzoza Betula, gemeine Birke, odmienność ma ten rodzaj drzewa, wiszące w dół gałęzie mający, do plantacyj ozdobnych mogący bydź użyty. Z właściwej temu drzewu kory, i śnieżnej białości, nad wszystkie inne, nawet zimą w oko wpada. Kora od miazgi, Cortex secundinus tego drzewa wrzucona w wino lub piwo, w tęgi ocet one obraca."

Ta zwykła, swojska brzózka to gatunek dzielny, pionierski i lasotwórczy - lubi surowy klimat i ciężkie warunki, nic sobie nie robi z największych mrozów i opadów. Tworzy warunki dla innych drzew, a potem po prostu ustępuje im miejsca. Z ponad 100 gatunków brzozy występujących na świecie, w Polsce występuje aż 7.  Kumpel z Zagranicy, który nas kiedyś odwiedził, skomentował turbosłowiański, brzozowy landszaft stwierdzeniem: 

"Kurwa, ale tu u was płasko. Pusto, pusto, krzaki, brzoza".

U starożytnych Rzymian brzoza symbolizowała Władzę. Pęk brzozowych rózg związanych rzemieniem – „fasces” – był oznaką władzy liktorskiej a gałązek brzozowych używano też podczas uroczystości wprowadzania na urząd nowych konsulów. Jak czytamy u Grottgera i Kolberga, w Polsce z brzozowych witek przyjęło się robić tradycyjne miotły oraz rózgi do dyscyplinowania niesfornych chłopów pańszczyźnianych, leniwej czeladzi oraz pyskującej gówniarzerii. Taka forma kary cielesnej jest bowiem o wiele mniej letalna i kontuzjogenna niż napierdalanie ludzi sękatym kijem a boli równie mocno a może nawet bardziej. Wie to każdy, kto choć raz oberwał w ucho końcówką brzozowej witki.

Rozpałka

Gdybym dostawał rubla za każdym razem gdy usłyszę w lesie "Na rozpałkę najlepsza kora brzozowa. Pali się nawet mokra", to mógłbym sobie nareszcie kupić baterię rakietową BM-21 Grad i odpaliłbym od razu pełną salwę w kierunku następnej osoby, która z bardzo mądrą miną zapragnie mnie w tej materii uświadomić. Kurła! 

Tak, w interesujących nas gałęziach działalnosci ludzkiej czyli puszczaństwie i leśniactwo, wędrownictwie, obozownictwie itp, za obowiązujący standard przyjęło się używanie kory brzozowej jako rozpałki idealnej. Zwłaszcza zimą, gdy warun i meteo nas nie rozpieszczają. 

Kora brzozy zawiera bowiem bardzo ciekawy związek – betulinę, która jest nierozpuszczalna, a więc nie przepuszcza wody i przy okazji jest turbołatwopalna. Kora pali się więc jak wściekła, zarówno ta stara, łuszcząca się i łatwo odrywalna, jak i świeżo pozyskana z młodych drzew za pomocą kawałka ostrego noża. Polekkim zmechaceniu i naskrobaniu z łatwością łapie iskrę z krzesiwa lub żar z łuku ogniowego.

Ale to nie jedyne zastosowanie brzozy i nie jedyna brzozowa rozpałka, na miłość boską.

Z plecionek z łyka brzozowego wykonywano niegdyś więzy i pęta. Z kory niektórych gatunków brzozy otrzymuje się też garbnik, smołę, dziegieć oraz olej juchtowy. Większe fragmenty świeżej kory możemy też użyć do zrobienia wodoodpornych naczyń i pojemników. Taką korę należy wcześniej namoczyć i oskrobać z nadmiaru białych farfocli. Pamiętam, jak nad Narewką znalazłem kiedyś wiatrołom wolnostojącej brzozy omszałej z którego z powodzeniem można było ściągnąć ponadmetrowe arkusze kory bez brodawek i spękań. Przy odrobinie samozaparcia można by ich użyć do budowy schronienia lub nawet czegoś pływającego. 

A właśnie. W odcinku poświęconym budowie brzozowego canoe, Ray Mears, pękając z dumy, pokazuje postępy w pracy pewnemu staremu i mądremu Indianinowi. "Co o tym sądzisz?" - pyta. Indianin popatrzył na niego smutnymi oczami i powiedział (cytat z pamięci): "Za moich czasów to byśmy to wypierdolili na śmietnik. Ale dziś trudno o dobrą korę, rób więc z tego co masz". I sobie poszedł.

Korę brzozową można też można też normalnie, po indiańsku - zeżreć: podkorze młodych osobników po pocięciu na wąskie paski i ugotowaniu może służyć jako niezbyt smaczna ale zjadliwa namiastka makaronu spaghetti.Podobnie jest z młodymi liśćmi. Dlatego warto ususzyć sobie liście brzozy brodawkowatej odpowiednio wcześniej - są jednym ze starszych leków ludowych. W średniowieczu używano ich do okładów przeciw reumatyzmowi, a napar z liści i pączków pomaga przy czerwonce i sraczce. W warunkach polowych jako środka moczopędnego używamy wywaru z liści brzozy, biorąc łyżeczkę liści na 2 szklanki wody i gotując 3 minuty. Pijemy 3 razy dziennie po pół szklanki między posiłkami.

Czeczota brzozy brodawkowatej stosowana jest przy chorobach nowotworowych, przewlekłych chorobach przewodu pokarmowego i bakteryjnych schorzeniach wątroby. A ponieważ ma strasznie ładny rysunek słojów - wykorzystywana jest m.in. do produkcji okładzin rękojeści noży, drewnianych kielonków i urokliwych bushcraftowych miseczek.

Na brzozie rośnie też strasznie dobry grzyb - Ucho Bzowe, zwane też Uszakiem Judaszowym. To bliski krewny grzyba Mun, którego można znaeźć praktycznie przez cały rok i używać do chińszczyzny tak, jak jego azjatyckiego brata. Galaretowate owocniki suszę i trzymam w słoiku. Lubię ten chrząstkowo-glutowaty smak ucha bzowego w jednogarnkowych daniach śmieciowych.

Dobrym przyjacielem ogniska i wędrownictwa jest inny grzyb - błyskoporek podkorowy (Inonotus obliquus), niepozorny grzyb pasożytniczy, występujący najczęściej na brzozie własnie (ale widywany też też na bukach i klonach), zwany też czyrem, czarną hubą, włóknouszkiem ukośnym a w Rosji - czagą. W Polsce chroniony. To jedna z najlepszych naturalnych hubek na naszej szerokości geograficznej. Łatwo go rozpoznać - tworzy na brzozie czarne, guzowato-porowate narośle (skleroty) nieco podobne do czeczoty. Owocniki, te odpowiedzialne za cechy płciowe, znajdują się pod korą w postaci ukośnie ułożonych wiązek. Nas interesują jedynie skleroty, które z zewnątrz wyglądają jak nadpalone węgielki a w środku mają piękny, pomarańczowy lub ognisto-brązowy miąższ.

Miąższ błyskoporka zazwyczaj łapie iskry zarówno z krzesiwa żelazocerowego jak i z tradycyjnego krzesiwa kowalskiego nawet bezpośrednio po zerwaniu. Jednak dobrze sobie taką błyskoporową hubkę przygotować wcześniej. Po pierwsze, nie wiemy czy akurat na błyskoporka trafimy a po drugie - czy nie będzie jednak zbyt wilgotny. Mały kawałek grzyba wielkości orzecha laskowego wystarczy ususzyć lub podsuszyć w przewiewnym miejscu. Raz rozpalony bardzo długo trzyma żar, daje wysoką temperaturę i nie daje się łatwo ugasić.

W medycynie ludowej ze sproszkowanego owocnika przygotowywano wywary jako lek na dolegliwości żołądkowe, można też robić z niego nieszkodliwą herbatę o dość paskudnym smaku (jedna łyżka sproszkowanego miąższu na kubek wrzątku).

Jeśli więc mamy już ogarniętą rozpałkę z kory i błyskoporka, to możemy przystąpić do rozpalania ognia. Drewno brzozy pali się nawet mokre, szybko schnie i spala się błyskawicznie - świetnie nadaje się na pierwsza fazę rozpalania ogniska. Nie daje jednak zbyt dużo żaru ani ciepła, dlatego dobrze mieszać je w ognisku/palenisku z twardszymi gatunkami - np. dębem, bukiem, grabem czy jesionem.

Pamiętajmy też, że spalana betulina wytwarza dużo gęstego i ciemnego dymu, który błyskawicznie osmali nam wszystkie menażki i asfaltowo uwędzi kiełbaski czy co tam akurat pieczemy w ognisku. Jeśli więc zamierzamy przy ogniu przygotowywać posiłki lub dysponujemy niewielką i zamkniętą przestrzenią - starajmy się używać brzozy pozbawionej kory i grzybów.

A jeśli na koniec naszej zimowej partyzanckiej wyprawy okaże się, że straciliśmy jednego lub więcej towarzyszy niedoli, to zawsze możemy im postawić tradycyjny nagrobek z brzozowym krzyżem albo innym geometrycznym symbolem religijnym, jak kto lubi.

I odśpiewać klasyczne partyzanckie murmurando z Czterech Pancernych i piesa (filmik poniżej):














środa, 23 maja 2018

Sekurowanie Permetru czyli letalne i nieletalne metody odstraszania podkradaczy

1. Wierzbowy ostrokół

- Ale na chuj Ci te wierzby? - zapytał Marian

.- Do sekurowania perymetru. Ogrodziłem teren siatką leśną i powtykałem w nią wierzbę. Raz, że to najtańsze rozwiązanie, dwa, że sympatycznie wygląda taki naturalny żywopłot. Wierzba ma kosmicznie szybki przyrost, maskuje siatkę przed złomiarzami, żuli i sarenki w miejscu zatrzymuje, nie wejdzie mi tu więcej żaden grzybiarz czy inny kłusownik i, co najważniejsze, wierzba fajnie osuszy to bagno. A potem rozrośnie się w grubaśne drzewa. Pamiętasz jak płynęliśmy Utratą? W okolicach Żelazowej Woli brzeg obsadzony jest takimi szopenowskimi maczugami? Super to wygląda. W takich ogłowionych wierzbach lęgną się ptaszory, małe ssaki, coroczne odrosty wykorzystujesz jako materiał na koszyczki i plecionki, albo palisz tym w piecu. Taka głupia wierzba to zajebiście surwiwalowe drzewo, Marian. Nawet jej korę można wykorzystywać jako substytut aspiryny. 

wtorek, 15 maja 2018

Marynowane skrzydlaki jesionu

Władimir Arsienjew w "Dersu Uzale" albo "W Ussuryjskim kraju" pisał, że w południowej Syberii jadano młode owoce różnych gatunków jesionów marynowane w occie i w soli. Należy je jednak wcześniej kilkukrotnie ugotować, aby pozbyć się gorzkiego posmaku i wtedy są całkiem, całkiem. 

Ustalmy jednak jedną rzecz: oliwki ani kapary to to kurwa nie są. Jednak przy odrobinie dobrej woli możemy jesionowe skrzydlaki w occie uznać za ciekawą przekąskę/zagryzkę, którą miło jest czasem zaskoczyć konkubinę lub konkubenta podczas proszonej libacji na skwerku. "Nie jadłaś nigdy marynowanego jesiona? Poczęstuj się, proszę.". A potem okazuje się, że w mieszkaniu obok często dochodziło do awantur, 53-letni denat ma ranę kłutą w okolicy pleców a w pomieszczeniu gospodarczym mieszka drugi syn pani Jadwigi, brat podejrzanej, pseudonim Jesion. (tzw. młodszy Jesion, syn starego Jesiona). "Ale skrzydlaki to ty szanuj!"

poniedziałek, 14 maja 2018

Paleoracuchy grochodrzewowe czyli akacja w cieście naleśnikowym

Robinia akacjowa, przez głupie blade twarze nazywana akacją, od jakiegoś tygodnia kwitnie jak wściekła pod naszym pueblo. A kwiaty robinii w cieście naleśnikowym to tzw. "lep na dupy Potawatomi", popularny indiański afrodyzjak. Zrobienie takich paleoracuchów jest proste jak konstrukcja łuku ogniowego, szybkie jak spłoszony mustang i nawet najbardziej gapowaty członek plemienia nie powinien tego spieprzyć. Warto spróbować, bo choć kuchnia Pierwszych Ludzi jest zazwyczaj wyjątkowo paskudna i niezjadliwa - to jest naprawdę smaczne. Serio.

Świeżo zerwane kwiatostany robinii moczymy w niezbyt gęstym cieście naleśnikowym (2 jaja, szklanka mąki, szklanka mleka, pół szklanki wody, 3 łyżki oleju, szczypta soli) i smażymy krótko na głębokim oleju lub opiekamy nad ogniskiem, żeby było bardziej indiańsko. Polewamy syropem klonowym albo, jeśli jesteśmy bardzo biednym plemieniem, posypujemy cukrem pudrem z buraka cukrowego. Pozostałe okruszki rozsypujemy w ofierze pomniejszym bóstwom, jak zwykle.

Smacznego! I niech wasze mokasyny nigdy nie trafiają w kaktus.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Pigwowiec czyli Bomba inż. Witaminowa

Jak co roku, kiedy tylko spadnie pierwszy śnieg, siostra Mariana przybiega do mnie i krzyczy od progu: "Dzieci to kurwa znowu zżerają a potem plują i rzygają wszędzie! Co robić?

Siostra Mariana mieszka bowiem pośrodku pigwowego sadu. Niby po obrzeżach rosną tam jeszcze jakieś biologiczne zasieki: kolczaste głogi i dzikie róże a ze śliwek to ulęgałki i tarnina, ale marianowy sad głównie tą głupią pigwą stoi.

Właściwie to powinienem napisać - głupim pigwowcowem. Pigwa i pigwowiec zawsze się ludziom pierdolą, bo mają podobne nazwy i na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie. 


poniedziałek, 2 października 2017

Pan Buk

Wicher jesienny, rychłą zimę zwiastujący, wył za oknami i okiennicami trzaskał. Pająki i myszy, przed chłodem uciekając, do domostw ludzkich się na zimę wraz z potomstwem przeniosły. Pokryte czarnymi plamami klony zwiędły. Jesiony, jak to jesiony - zżółkły. A buki... 

A buki zaczęły płonąć.

Na ziemi rzeszowskiej, w Bieszczadach, ciągle jeszcze nie milkły strzały, a życie ludzkie bardzo często zależało od przypadku. W bratobójczej walce ginęli partyzanci wszystkich zwaśnionych stron, żołnierze KBW, milicjanci, funkcjonariusze UBP, członkowie PPR, jak i cisi, zwykli mieszkańcy tej ziemi, a nawet zwykłe panie sklepowe, które nie chciały dać na kredyt. Albo po prostu dać.

wtorek, 19 września 2017

Matatanka Wahanka. Sałatka z chwastów.

Bizony nadal nie nadchodziły. Matatanka Wahanka od trzech księżyców żywił się głównie korzonkami, korą i rosołem ze starego mokasyna. Miał już dość takiej diety a jego wewnętrzny wkurw sięgnął szczytu szczepowego totemu, gdy ojciec kazał mu skosić trawę przed tipi.

"W dupę kojota i tomahawk w plecy" - pomyślał. "Pojawią się bizony, to wyżrą trawę i nie trzeba będzie kosić prerii. Po za tym czym ja mam to kosić?

Tomahawkiem?

poniedziałek, 11 września 2017

Błoto, robaki i dzieciaki

Powoli staję się specem od realnych technikach przetrwania podczas spotkań z najstraszliwszym z żywiołów jakie możemy napotkać uprawiając tzw. surwajwal i buszkraft .

Z dziećmi.

Bo kto ci poda szklankę whiskey na starość?

Jasne, że nikt ci nie poda. A już na bank, nie będą to dzieci, które zgubią, albo stłuką flaszkę, a najprawdopodobniej - same wypiją. 

Potwory.

wtorek, 18 lipca 2017

Leatherman Guerilla Gardening Tool with Fork & Hoe

Narzędzia mają swoje imiona. A imię to ważna rzecz - nazwanie czegoś wpływa na charakter i przeznaczenie nosiciela nazwy. Znajomość prawdziwego imienia daje władzę, więc w wielu kulturach tożsamość dziecka ukrywano przed postronnymi, co miało ochronić je przed Złym Złem. Z podobnego założenia wychodzą magowie, szamani i gwiazdy porno, używając pseudonimów. Bezpieczeństwo przede wszystkim - nawet papieże nazywają się inaczej, niż naprawdę się nazywają.

Jak to się ma do narzędzi?

Są narzędzia, których nazwa mówi wszystko o funkcji. Piła jest do piłowania, rębak do rąbania a grabie grabią. Są też utensylia, których nazwy po prostu fajnie brzmią: ośnik, szpadel, szulfa, sierp.

czwartek, 6 lipca 2017

Bażant, Który Przeżył

"Wichura rzucił Ziutę na tapczan jak niedopałek..." - zamruczał sennie Marian, zręcznie wyrzucając w ciemność zabłąkaną pod śpiworem szyszkę, nie budząc się przy tym ani na sekundę. Zazdrościłem mu tej umiejętności, nabytej w niezliczonych leśnych melinach.

Mhhhm, pomyślałem milczącym mruknięciem Marylin z "Przystanku Alaska". Każdy badacz używa - świadomie czy też nie, kategorii i aparatu pojęciowego, które dyktuje mu formacja kulturowa, w której jest zanurzony. Marian wydawał się być właśnie zanurzony w budyniu stworzonego z przedwojennych powieści awanturniczych dla kucharek oraz enerdowskiego porno. Tego zanurzenia także mu trochę mu zazdrościłem.


piątek, 5 maja 2017

Nawigacja. Deklinacja. Kolacja.

Nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w punkt wysoko nad horyzontem. Ustawiona na nieskończoność ogniskowa kaprawych oczu przecinała gęsty brzozowy dym, patyki ze skwierczącą kiełbasą śląską, przenikała przez listowie i niknęła gdzieś w chmurach.
Marian rozmyślał. Nie przeszkadzałem mu i delektując się ciszą, obmyślałem sposób na skuteczne zbałamucenie poznanej rankiem ekspedientki o chabrowych oczach.
- Wyznaczanie kierunków świata w mieście jest banalnie proste. - mruknął ni stąd, ni zowąd Marian i pogrzebał patykiem w brzozowych węgielkach. Buchnął wysoki ogień i wizję chabrowych oczu otoczonych wianuszkiem grubych, ciemnych rzęs  - szlag rzęsisty trafił.


piątek, 28 kwietnia 2017

Agrarny Radykalizm/Guerilla Gardening. Lista Bezobsługowych Roślin Jadalnych

Prolog
"Nadszedł czas agrarnej dominacji. Kosa, sierp w imieniu wiejskiej racji. Peezel, od dzisiaj już na zawsze. Szczodry plon, Combat Wiejskiej klasie!"
Rock Against Cities
"Poszukiwana załoga na niebezpieczną wyprawę. Płace niskie. Straszliwe zimno. Długie miesiące w zupełnej ciemności. Bezpieczny powrót mało prawdopodobny. W przypadku sukcesu - honor i sława". 
Ernest Shackleton

Włóczykiju,

Wyruszając na ekspedycję zabierasz ze sobą zapasy, które mają nieprzyjemną właściwość - kiedyś skończą. Albo zaśmiardną. Można oczywiście pozyskiwać pożywienie własnym sumptem, zbierając w lesie, rekwirując lub kupując od chłopa tudzież baby. Taka gospodarka zbieracko-łowiecka to ogromna frajda, ale ma swoje minusy. Nie zawsze znajdziemy to czego szukamy, a czasami nie znajdziemy nic.

Zawsze oczywiście można pójść do sklepu, ale jest to rozwiązanie nieharcerskie, niehonorowe i niezbyt heteronormatywne.

Jeśli planujemy kiblować w jakimś miejscu przez dłuższy czas i chcemy porządnie zasekurować perymetr, to naturalną konsekwencją takiej decyzji jest przejście na cywilizację rolniczą.

środa, 7 grudnia 2016

Saperka Kosmicznego Zwiadu

Saperka w rękach żołnierza Kosmicznego Zwiadu to groźna, bezgłośna broń. Żołnierz Kosmicznego Zwiadu kocha swoją saperkę, wierzy w jej niezawodność i precyzję bardziej nawet niż w swego blastera. Każdy żołnierz Kosmicznego Zwiadu trenuje użycie swojej saperki znacznie intensywniej niż jakikolwiek inny żołnierz we Wszechświecie. 

Standardowe wojskowe saperki mają zazwyczaj łukowato lub trójkątnie zakończone ostrze. Czemu? Taki lekko zmodyfikowany szpadel irlandzki ze Starego Świata to łopata do prac, w których kopanie i rycie jest warunkiem wstępnym pozyskania materiału do przeniesienia w odpowiednie miejsce: kopanie dołów strzeleckich, okopów, transzei i ziemianek.



niedziela, 6 listopada 2016

Kraina Króla Kalosza

Meteorolodzy to straszne prosiaki i chuje. Zawsze, ale to zawsze się mylą, zmyślają i kombinują. Ale co do jednego są zgodni - pory roku w Polsce to zasadniczo rzecz biorąc dwa typy pogody - piździernik i lipcopad.

Zawsze w taką pogodę przypominam sobie, że gdzieś w słonecznej Hiszpanii, nad piaszczystym brzegiem oceanu siedzi sobie jakiś Jorge, sączy drinka z palemką, patrzy na swoją dorodną senioritę w skąpym bikini i się kurewsko nudzi. Ile kurwa tak można, mierde, puta madre?

wtorek, 26 lipca 2016

Pilarka w buszkafcie. Stihl czy Husqvarna?

- "Kochanie, ty zdaje się myślisz, że jak mi dasz swobodę, to ja będę rżnąc kurwy w Twoim łóżku. Mylisz się bardzo. Chodzi o moralną atmosferę swobody, z której dobrowolnie można nie korzystać. 

A teraz muszę kończyć, bo tu słaby zasięg i taki hałas, że nie słyszę własnych myśli. Pogadamy wieczorem na spokojnie, ok? Papa. Kocham cię."

- Żona? - zapytał Marian, .
- Nie, twoja siostra.
- Żartujesz?
- A jak myślisz?
- Że chuj
- To dobrze myślisz


wtorek, 17 maja 2016

Kwaśnica Siekierezad Umarłych

Położyłem się wieczorem i wstałem rano. Jak to mówi Pismo Święte? Niewiasta... niewiasta... eee... hm... coś takiego. Cholera jasna, zawsze po wódce mam łeb jak dziurawe wiadro. Ale jak bym tak z tydzień nie pił, to bym sobie przypomniał. W każdym razie coś z niewiastą i coś, że bardzo źle.


- Pan zwariował?
- Nie. Przyjechałem zwariować.

- Widzę, że następny do raju - powiedziała. - Magda na mnie wołają. Na żerdziach ja robię, bo co można na ścince zarobić? Na ścince to gówno zarobisz a na żerdziach to oho-ho. No, niech się ubiera i niech idzie teraz za mną.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Pielmieni syberyjsko-tureckie

"Wśród pierogów najbardziej cenię sobie pielmieni, do których farsz robi się z mięsa surowego. Łączy się w odpowiednich proporcjach wieprzowinę, wołowinę i baraninę, przyprawioną intensywnie czosnkiem i innymi przyprawami. Pielmieni podane ze śmietaną, dużą ilością czosnku, są niesłychanie pociągające i mógłbym je jeść godzinami."
Józef "Łysy Jedzie do Moskwy" Oleksy w liście do Zdzisława Kręciny

Najdalsze rubieże, last frontiers, czyli tzw. pogranicza to miejsca gdzie kultury i ludzie się, proszę szanownej stryjenki, pierdolą między sobą. Gdzie bliskość granicy sprawia, że miksuje się wszystko: język, kuchnia, genetyka i geografia. Gdzie kontakt z kulturą sąsiada jest naturalny, nieunikniony i ludzie wybierają sobie z tego transferu kultur to, co najlepsze. Bo za bardzo nie mają innej opcji żyjąc w miejscu, w którym żyją. Uwielbiam takie miejscówki i dobrze się w nich czuję, najlepiej.

wtorek, 1 grudnia 2015

Pan Kiełbadron

"Kiełbasa, (etym. sanskryt Kilaibhaśa पोलिश पका मांस ) - grube świecące jedzenie: (sanskr. kilai - grube; bha - świecące; aśa - jedzenie). 

Wyrób wędliniarski przygotowywany na cześć androgenicznego bóstwa Paraśuramy (pol. Dzierżący Topór, sanskr. Paraśurāma परशुराम ), postaci często wzmiankowanej w literaturze wedyjskiej - Śrimad-Bhagavatam, Mahabharata. Paraśurama zabił Kartawirję, który ukradł i zabrał do Mahismati spełniającą życzenia świnię Kamadhenu i zrobił z niej Pierwszą Kiełbasę (patrz także: Kiełbasa Kamadhenu)."

H. Lanszmit, "Kultura wędliniarska Orientu. Tom III: Maghreb, Lewant i Subkontynent Indyjski", ZNiO, Ossolineum, Lwów 1937, str. 228

Kasztan jadalny

O kurwa! Kasztan jadalny! - wrzasnął niespodziewanie Marian. - Najlepsze kasztany są na placu... - zacząłem odruchowo, ale nie zdążyłem dokończyć, bo Marian strzelił mnie w ucho.

- Aleś ty kurwa głupi! Jak, nie przymierzając, ten przemądrzały kurdupel z Centrali. Siedź, słuchaj i nie odzywaj się, bo dostaniesz w drugie ucho! Na placu Pigalle najlepsze są kurwy a nie kasztany. Każde dziecko to wie! Ale u nas na wiosce, nawet najstarsi menele nie widzieli nigdy takiego drzewa. Wiesz skąd to wiem? Powiem ci: Jakby widzieli, toby go zeżarli, tak jak zeżarli tego łabędzia, co na stawie zimował. A ten stoi, widać, że jeszcze od przedwojny. Znaczy jakiś mądry gość go musiał go tu zasadzić, jak tu jeszcze ten las był, co go teraz nie ma, bo pobudowali te nowe domy dla menadżerów średniego szczebla. Zasadził tego kasztana pięknie. Bo to nie z naszej bajki drzewo, ino antropofit, przywleczony przez Rzymian z południa. A posadzić zjadliwego kasztana tak, żeby za maleńkości przetrzymał naszą zimę i kasztany rodzić zaczął, to sztuka jest! I to kurwa jaka! W arboretum w samym Radomiu takiego pięknego nie mają! 

niedziela, 29 listopada 2015

Tealighty

W uniwersum Metro 2033 Dymitra Głuchowskiego podstawową walutą w postapokaliptycznym handlu jest amunicja. Jestem święcie przekonany, że jeśli kiedyś zdarzy się scenariusz surwiwalowy typu "Gówno Wpadło w Wentylator - Boruch Wyłączył Światło", czyli kryzys energetyczny i długotrwałe przerwy w dostarczaniu energii elektrycznej, to obowiązującą walutą w handlu wymiennym będą świeczki.

Ludzkość bardzo szybko uzależniła się od elektryczności, ale równie szybko i łatwo może wrócić do czasów sprzed ustawy z 28 czerwca 1950 r. o powszechnej elektryfikacji wsi i osiedli. Pamiętam doskonale ile świeczek schodziło w stanie wojennym i wiem jaki przerób świeczek ma znajoma, która mieszka w Puszczy Białowieskiej, bardzo daleko od najbliższego słupa energetycznego. Świeczki są po prostu genialnie surwiwalowe i warto je zbierać. Małe tealighty - wkłady do podgrzewaczy, uwielbiam i uważam za jeden z doskonalszych wytworów cywilizacji. Kosztują bardzo niewiele, można je długo przechowywać w setkach lub tysiącach sztuk, a zajmują naprawdę niewiele miejsca. Zawsze się przydadzą.