Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepis. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Bieszczadzka grochówka z macierzanką i lebiodką


Kajakowa wyprawa na Prusy Wschodnie, którą Melchior Wańkowicz odbył tuż przed wybuchem II Wojny Światową przerodziła się w najwybitniejszy reportaż dwudziestolecia międzywojennego -  "Na tropach Smętka". To w gruncie rzeczy opis fajnych wakacji z córką i wakacji z dzieciakami generalnie. Choć za tę książkę Wańkowicz miał później przesrane u Gestapo i musiał uciekać z Polski, to myślę, że nigdy tych wakacji nie żałował.

Mazury były wtedy autonomicznym bytem zamieszkałym tylko przez lokalny personel cywilny. Bez turystów, bez infrastruktury, bez budek z pamiątkami, bez smażalni ryb, bez koncertów szanty i obsranych lasów. Królestwo natury, którego już nie ma i którego cholernie szkoda, bo dzikie i bezludne Mazury były niesamowicie fajnym miejscem. Trochę jak bieszczadzka Dolina Sanu w roku 2018.

wtorek, 15 maja 2018

Marynowane skrzydlaki jesionu

Władimir Arsienjew w "Dersu Uzale" albo "W Ussuryjskim kraju" pisał, że w południowej Syberii jadano młode owoce różnych gatunków jesionów marynowane w occie i w soli. Należy je jednak wcześniej kilkukrotnie ugotować, aby pozbyć się gorzkiego posmaku i wtedy są całkiem, całkiem. 

Ustalmy jednak jedną rzecz: oliwki ani kapary to to kurwa nie są. Jednak przy odrobinie dobrej woli możemy jesionowe skrzydlaki w occie uznać za ciekawą przekąskę/zagryzkę, którą miło jest czasem zaskoczyć konkubinę lub konkubenta podczas proszonej libacji na skwerku. "Nie jadłaś nigdy marynowanego jesiona? Poczęstuj się, proszę.". A potem okazuje się, że w mieszkaniu obok często dochodziło do awantur, 53-letni denat ma ranę kłutą w okolicy pleców a w pomieszczeniu gospodarczym mieszka drugi syn pani Jadwigi, brat podejrzanej, pseudonim Jesion. (tzw. młodszy Jesion, syn starego Jesiona). "Ale skrzydlaki to ty szanuj!"

poniedziałek, 14 maja 2018

Paleoracuchy grochodrzewowe czyli akacja w cieście naleśnikowym

Robinia akacjowa, przez głupie blade twarze nazywana akacją, od jakiegoś tygodnia kwitnie jak wściekła pod naszym pueblo. A kwiaty robinii w cieście naleśnikowym to tzw. "lep na dupy Potawatomi", popularny indiański afrodyzjak. Zrobienie takich paleoracuchów jest proste jak konstrukcja łuku ogniowego, szybkie jak spłoszony mustang i nawet najbardziej gapowaty członek plemienia nie powinien tego spieprzyć. Warto spróbować, bo choć kuchnia Pierwszych Ludzi jest zazwyczaj wyjątkowo paskudna i niezjadliwa - to jest naprawdę smaczne. Serio.

Świeżo zerwane kwiatostany robinii moczymy w niezbyt gęstym cieście naleśnikowym (2 jaja, szklanka mąki, szklanka mleka, pół szklanki wody, 3 łyżki oleju, szczypta soli) i smażymy krótko na głębokim oleju lub opiekamy nad ogniskiem, żeby było bardziej indiańsko. Polewamy syropem klonowym albo, jeśli jesteśmy bardzo biednym plemieniem, posypujemy cukrem pudrem z buraka cukrowego. Pozostałe okruszki rozsypujemy w ofierze pomniejszym bóstwom, jak zwykle.

Smacznego! I niech wasze mokasyny nigdy nie trafiają w kaktus.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Pigwowiec czyli Bomba inż. Witaminowa

Jak co roku, kiedy tylko spadnie pierwszy śnieg, siostra Mariana przybiega do mnie i krzyczy od progu: "Dzieci to kurwa znowu zżerają a potem plują i rzygają wszędzie! Co robić?

Siostra Mariana mieszka bowiem pośrodku pigwowego sadu. Niby po obrzeżach rosną tam jeszcze jakieś biologiczne zasieki: kolczaste głogi i dzikie róże a ze śliwek to ulęgałki i tarnina, ale marianowy sad głównie tą głupią pigwą stoi.

Właściwie to powinienem napisać - głupim pigwowcowem. Pigwa i pigwowiec zawsze się ludziom pierdolą, bo mają podobne nazwy i na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie. 


wtorek, 19 września 2017

Matatanka Wahanka. Sałatka z chwastów.

Bizony nadal nie nadchodziły. Matatanka Wahanka od trzech księżyców żywił się głównie korzonkami, korą i rosołem ze starego mokasyna. Miał już dość takiej diety a jego wewnętrzny wkurw sięgnął szczytu szczepowego totemu, gdy ojciec kazał mu skosić trawę przed tipi.

"W dupę kojota i tomahawk w plecy" - pomyślał. "Pojawią się bizony, to wyżrą trawę i nie trzeba będzie kosić prerii. Po za tym czym ja mam to kosić?

Tomahawkiem?

poniedziałek, 1 maja 2017

Optotriak

- Optotriak - powiedział Marian.

Zatkało mnie. - Że co?

- Detektor przejścia przez zero tak się nazywa. Elektryczne zero oczywiście. W Meteo, nazywamy tak z kumplami między sobą serię dużych dobowych wahań temperatury, gdy w noce i poranki mamy mróz, a popołudnia odwilże. Temperatura musi więc przechodzić przez zero. Wówczas to, co w nocy zamarza, za dnia odmarza, i tak na przemian. W dzień cieplej i roztopy, w nocy przymrozki. Wszystko pokrywa się lodem i szronem, wnikająca w szczeliny woda zamarza i rozsadza drzewa, asfalt i ludzi od środka. Optotriak. Jak wcześniej wspomniałeś - chujnia. Wiesz co na to pomaga? Wiesz? Chińskie zupki! Wietkongi!

wtorek, 17 maja 2016

Kwaśnica Siekierezad Umarłych

Położyłem się wieczorem i wstałem rano. Jak to mówi Pismo Święte? Niewiasta... niewiasta... eee... hm... coś takiego. Cholera jasna, zawsze po wódce mam łeb jak dziurawe wiadro. Ale jak bym tak z tydzień nie pił, to bym sobie przypomniał. W każdym razie coś z niewiastą i coś, że bardzo źle.


- Pan zwariował?
- Nie. Przyjechałem zwariować.

- Widzę, że następny do raju - powiedziała. - Magda na mnie wołają. Na żerdziach ja robię, bo co można na ścince zarobić? Na ścince to gówno zarobisz a na żerdziach to oho-ho. No, niech się ubiera i niech idzie teraz za mną.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Pielmieni syberyjsko-tureckie

"Wśród pierogów najbardziej cenię sobie pielmieni, do których farsz robi się z mięsa surowego. Łączy się w odpowiednich proporcjach wieprzowinę, wołowinę i baraninę, przyprawioną intensywnie czosnkiem i innymi przyprawami. Pielmieni podane ze śmietaną, dużą ilością czosnku, są niesłychanie pociągające i mógłbym je jeść godzinami."
Józef "Łysy Jedzie do Moskwy" Oleksy w liście do Zdzisława Kręciny

Najdalsze rubieże, last frontiers, czyli tzw. pogranicza to miejsca gdzie kultury i ludzie się, proszę szanownej stryjenki, pierdolą między sobą. Gdzie bliskość granicy sprawia, że miksuje się wszystko: język, kuchnia, genetyka i geografia. Gdzie kontakt z kulturą sąsiada jest naturalny, nieunikniony i ludzie wybierają sobie z tego transferu kultur to, co najlepsze. Bo za bardzo nie mają innej opcji żyjąc w miejscu, w którym żyją. Uwielbiam takie miejscówki i dobrze się w nich czuję, najlepiej.

wtorek, 1 grudnia 2015

Pan Kiełbadron

"Kiełbasa, (etym. sanskryt Kilaibhaśa पोलिश पका मांस ) - grube świecące jedzenie: (sanskr. kilai - grube; bha - świecące; aśa - jedzenie). 

Wyrób wędliniarski przygotowywany na cześć androgenicznego bóstwa Paraśuramy (pol. Dzierżący Topór, sanskr. Paraśurāma परशुराम ), postaci często wzmiankowanej w literaturze wedyjskiej - Śrimad-Bhagavatam, Mahabharata. Paraśurama zabił Kartawirję, który ukradł i zabrał do Mahismati spełniającą życzenia świnię Kamadhenu i zrobił z niej Pierwszą Kiełbasę (patrz także: Kiełbasa Kamadhenu)."

H. Lanszmit, "Kultura wędliniarska Orientu. Tom III: Maghreb, Lewant i Subkontynent Indyjski", ZNiO, Ossolineum, Lwów 1937, str. 228

Kasztan jadalny

O kurwa! Kasztan jadalny! - wrzasnął niespodziewanie Marian. - Najlepsze kasztany są na placu... - zacząłem odruchowo, ale nie zdążyłem dokończyć, bo Marian strzelił mnie w ucho.

- Aleś ty kurwa głupi! Jak, nie przymierzając, ten przemądrzały kurdupel z Centrali. Siedź, słuchaj i nie odzywaj się, bo dostaniesz w drugie ucho! Na placu Pigalle najlepsze są kurwy a nie kasztany. Każde dziecko to wie! Ale u nas na wiosce, nawet najstarsi menele nie widzieli nigdy takiego drzewa. Wiesz skąd to wiem? Powiem ci: Jakby widzieli, toby go zeżarli, tak jak zeżarli tego łabędzia, co na stawie zimował. A ten stoi, widać, że jeszcze od przedwojny. Znaczy jakiś mądry gość go musiał go tu zasadzić, jak tu jeszcze ten las był, co go teraz nie ma, bo pobudowali te nowe domy dla menadżerów średniego szczebla. Zasadził tego kasztana pięknie. Bo to nie z naszej bajki drzewo, ino antropofit, przywleczony przez Rzymian z południa. A posadzić zjadliwego kasztana tak, żeby za maleńkości przetrzymał naszą zimę i kasztany rodzić zaczął, to sztuka jest! I to kurwa jaka! W arboretum w samym Radomiu takiego pięknego nie mają! 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Surwiwalowe napoje, które NIE są mdłe, gorzkie, ani śmierdzące. Odcinek I

Kiedy kapitan Paszke wyruszał na samotny rejs dookoła świata "pod wiatr", powiedział, że największym problemem będzie brak snu. Śpisz tylko parę godzin dziennie i to w kilkunastu ratach - max kwadrans. Bo w tym czasie dopływasz do czegoś, co jeszcze przed chwilą było za linią horyzontu. I możesz przypieprzyć w jakiegoś śmiecia typu flotsam and jetsam, wypadnięty z kontenerowca ładunek z chińskimi koszulkami, śniętego wieloryba albo pijany francuski lotniskowiec kieszonkowy.

- Długo będzie tak płynął? - zapytała Moja Pierwsza Żona, matka świeżonarodzonych bliźniąt.
- Jakieś 4 miesiące - odpowiedziałem.
- Eee, to na luzie - oceniła fachowo i poszła zrobić nam kawę. Kawę czarną jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra.

czwartek, 15 października 2015

Ziemniak. Pan Ziemniak.

 Jeśli nagrasz dźwięk skwierczącego na patelni boczku i puścisz od tyłu, to brzmi to zupełnie jak trzaski i szumy starej płyty winylowej na 33 i 1/3 obrotów. Dokładnie identycznie! (Tom Waits)

- Jeśli zbyt długo patrzysz na ziemniaka, ziemniak zaczyna spoglądać na ciebie - westchnął Marian patrząc w dogasające ognisko.

- Słucham? - spytałem nieco zaskoczony tą nietzscheańską sentencją i oderwałem na chwilę wzrok od mrugających węgielków. - Że co?

- CHUJÓW STO! - ryknął Marian. Zupełnie zapomniałem, że skubaniec miał przygotowane takie bezpieczniackie bon moty na każdą okazję i po raz kolejny dałem się złapać. Wszystko przez to cholerne zmęczenie.


piątek, 26 czerwca 2015

Fondue Dalekiego Zwiadu. Combat SEREK

Tradycyjne fondue to proste danie szwajcarskich pastuchów. Taki przaśny posiłek helweckich parobków - kociołek z rozpuszczonym ementalerem pół na pół z gruyerem (plus lufa kirszu), w którym macza się bułę nabitą na patyk. Lubię fondue strasznie, bo z maczaniem buły jest zawsze masa problemów a przy podgrzewanym kociołku fajnie się siedzi i gada.  

Ale taktycznej wersji paprykowo-rozpoznawczej chyba jeszcze nigdy nie robiłem.

Przezornie postanowiłem nie rozpoczynać eksperymentu od roztopienia kilograma szwajcarskich serów o wartości przekraczającej budżet średniej wielkości afrykańskiego państwa (np. takiego Radomia). Użyłem starej metody zwiadowczej, tzw. rozpoznanie gnojem.

piątek, 12 czerwca 2015

Najsłynniejsza Kałuża Świata - Eskimåkvinnans Skinnbyxa

"Nie chodzi o to, by złapać jenota, ale by gonić go"
- stare karelskie przysłowie

"Jestę gepardę ulicy, serce mam z napalmu,
Jestę synę bomby jądrowej, zapomnianym dzieciakiem Ziemi,
Tym, Który Serczuje i Distrojuje"
- Iggy Pop



Słynny fiński strzelec wyborowy Alvar Aalto znany był z tego, że potrafił zapieprzać na nartach przez 50 kilometrów, tylko po to, by bez mrugnięcia okiem odstrzelić denko w butelce wódki trzymanej przez niczego niespodziewającego się lejtnanta Armii Czerwonej, Aloszę Żmijcewa. Jak oceniają historycy, Żmijcew stracił w ten sposób podczas Wojny Zimowej co najmniej 505 flaszek, w  rezultacie czego popadł w głęboką depresję i umarł na zespół odstawienia alkoholowego w wieku 23 lat.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Cops & Donuts. Pączki Komisarza Gordona

 "Jestem pączkiem" – John F. Kennedy (dosłowne tłumaczenie “Ich bin ein Berliner”)

"Mhhhmmm… pączki!" - Homer Simpson


Jak to z większością przepisów z Anarchist Cookbook bywa- ingrediencje do produkcji są ogólnodostępne, a roboty jest na jakieś 30 minut. Reszta to czekanie aż materiał wyrośnie. Zdziwiłem się, bo cukiernictwo to dla mnie nieznany syf, a pączki wyszły za pierwszym razem i to całkiem niezłe. Bajzlu też narobiłem cztery razy mniej niż podejrzewałem, że narobię. Poziom upierdliwości - medium. Jakby się uprzeć, to pączki da się usmażyć na byle czym i z byle czego. Fajna sprawa.


niedziela, 1 marca 2015

Zupa Ponurego Żniwiarza (habanero inside)



"Come on baby... don't fear the Reaper"
Blue Öyster Cult

"Widzisz? Roboty ona się nie boi. Nie ma w niej tchórzu przed pracą. Chałupę ci oporządzi, pole ci obrobi, drzewa narąbie i w pysk da, jakby cię ktoś w karczmie napadł upitego. To ona samego wójta w dupę kopnęła. To ona! Widzisz? Nie ma drugiej takiej we wsi. Zwykłemu chłopu to się taka dziewucha może tylko przyśnić. Silna jak wół, mało je i nie gada za dużo. Nie zeżre całej zupy z gara."
Andrzej Ziemiański, "Achaja"


Nie wiem jak u Was w domu, ale u mnie zostaje mnóstwo uschniętego chleba, zwanego "suchym chlebem dla konia".  Tak serio i z ręką na sercu -kiedy ostatnio oddaliście chleb niaparzystokopytnym? Jak się bardzo uprę, to mogę go oddać jakimś zaprzyjaźnionym koniom, królikom czy kaczkom. Ale tego nie robię. Mogę czasem taką starą bułkę zetrzeć do mielońca albo użyć do panierowania schaboszczaków. Ale i tak dużo tego zostaje. A wyrzucić chleb to jednak strasznie głupia i niehonorowa sprawa. Gdzieś tam w Bambuszu dzieci głodują.. czuję się jak świnia.

wtorek, 23 grudnia 2014

Gravad Forell czyli Paleo Pstrąg Pogrzebany

"Są miłośnicy przyrody. Co ryby wyjmują z wody." 
Sztaudynger


Gravlax (zwany też gravad lax, gravlaks, graflax, gravet laks, graavilohi lub graavilohe) to tradycyjna metoda marynowania łososia stosowana przez ludy północy. Jest bardzo prosta - Wiking obtaczał rybę w soli i zielsku, po czym zakopywał ją po prostu w dołku wykopanym tuż nad poziomem linii przypływu.  Wersja współczesna jest wzbogacona o kilka prostych składników, nie trzeba kopać dołków, ale nadal chodzi mniej więcej o to samo. Zakonserwowaną surową rybę. :)


niedziela, 21 grudnia 2014

Karp Starej Żydówki z Bart

W tym roku Wigilia i ostatni dzień Chanuki wypadają tego samego dnia. Pszypadeg? Nie sądzę.

Inni szatani byli tu czynni!

Niezależnie od podejścia do zorganizowanej religii w jakiejkolwiek formie, czy też opinii na temat personelu naziemnego Pana B., niezależnie od osobistych upodobań i animozji - w takim dniu niespodziewanej koniunkcji świąt warto sobie zapodać tradycyjną polską potrawę - karpia po żydowsku.

Obłędny, stary i sprawdzony przepis na karpia w wersji gefilte fisz został uwieczniony przez niejakiego Zbigniewa Nienackiego. 

Nienacki, ojciec Pana Samochodzika, poza powieściami awanturniczo-przygodowymi dla młodzieży, popełnił też popularne swojego czasu dzieło „Raz do roku w Skiroławkach”, które sławę zyskało głównie dzięki wybitnemu opisowi rozbuchanego życia seksualnego mieszkańców małej mazurskiej wioski. Ale nie tylko dzięki temu.  

czwartek, 18 grudnia 2014

Musztarda Saperska DIY (Nasturcja inside)

"Nie ma dublera dla sapera"
"Katiusza kaprala Janusza " (wesoła komedia frontowa, reż Bohdan Zagajny)

"Racja, nas gubi sanacja - potwierdza ciocia Nasturcja. Korupcja i ubikacja, Hollywood, Harrimann, Turcja."
Konstanty Ildefons Gałczyński

Nastawianie kolejnych słoików z Ogórkami Kwaśniewskimi otwiera mi kolejne klapki na oczach. Poszerza horyzonty bardziej niż gówniarskie eksperymenty z halucynogenami i daje więcej wiedzy o świecie niż niejedna wiwisekcja przeprowadzana na pokładzie naszego ufolotu. Co roku odkrywam coś nowego, choć wydawałoby się, że te ogórki już dawno powinny mi się znudzić. A to jakaś powieść szkatułkowa w odcinkach. Właśnie dzięki ogórkom zacząłem poszukiwać, wykopywać i przetwarzać głupi chrzan. A kilka dni temu, kiedy zamykając kolejny słoik popatrzyłem na wirujące wokół ogórka kuleczki gorczycy - uświadomiłem sobie, że to właśnie z nich się robi musztardę. A ja jeszcze nigdy nie robiłem musztardy. Tak zupełnie własnoręcznie i od początku.

wtorek, 2 grudnia 2014

Kiszone ogórki i LTI

„Sprache ist mehr als Blut“
Franz Rosenzweig

Wiktor Klemperer, ochrzczony w ewangelickim kościele syn rabina z niemieckiego Gorzowa Wielkopolskiego, popełnił w latach 1933-1945 wiekopomne i genialne dzieło - LTI (Lingua Tertii Imperii).  Język Trzeciej Rzeszy (nie, ten odcinek nie będzie znów o Żydach. Będzie o Niemcach i Wojnie. I o Ogórkach)

W hitlerowskich Niemczech, jak wiadomo, nie było za dużo roboty dla żydowskiego filologa klasycznego, więc facet dużo siedział w domu i czytał, co tylko dało się wtedy czytać. Rzeczy złe, głupie i straszne. Wszelkie gadzinówki i szmatławce. Analizował niemiecką propagandę wojenną i jej semantyczne manipulacje. Dokładnie opisał jak zmienia się język prasy (i język generalnie) w systemach opresyjnych i zbrodniczych. Jak neutralizuje się, oswaja i banalizuje zło. Jak opisuje się i tworzy przeciwnika. Bardzo niemieckie złe zło na co dzień przez 12 lat. Masakra. Mistrz miejskiego surwiwalu, który miał zajebiste szczęście, głównie dzięki pomocy bardzo dzielnej i kochającej, aryjskiej żony, ratującej mu tyłek od Gestapo jakieś milion razy dziennie (O! To prawie tak jak ja!).