Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny jadalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny jadalne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 sierpnia 2018

Analabet drzew. Ja Brzoza, ja Brzoza. Jak mnie słyszysz?


Wodę brzozową, można kierowniczko prosić? Zapasy się mnie skończyli.

Kierowniczka wie jak wygląda brzoza, prawda? Każdy wie - to najbardziej rozpoznawalne drzewo w Polsce. Możemy pozyskać z niej ten pyszny sok, ale trzeba z tym cholera znów czekać do wiosny. A po zaszczepieniu brzóniowego soku rozmnożoną matka drożdżową otrzymamy wino brzozowe, które szybko dojrzewa i szybko się klaruje, ale jest kurwa tak paskudne, że prawie niepijalne. Lepiej wymieszać oskołę pół na pół z rieslingiem lub prosecco i uwalić się w sposób nieco bardziej godny dżentelmena, proszę kierowniczki.

Niejaki Scypion, w swojej "Zabawie plantacyj wiejskich" (Za pozwoleniem Zwierzchności w Warszawie roku 1806), pisał:

"Brzoza Betula, gemeine Birke, odmienność ma ten rodzaj drzewa, wiszące w dół gałęzie mający, do plantacyj ozdobnych mogący bydź użyty. Z właściwej temu drzewu kory, i śnieżnej białości, nad wszystkie inne, nawet zimą w oko wpada. Kora od miazgi, Cortex secundinus tego drzewa wrzucona w wino lub piwo, w tęgi ocet one obraca."

Ta zwykła, swojska brzózka to gatunek dzielny, pionierski i lasotwórczy - lubi surowy klimat i ciężkie warunki, nic sobie nie robi z największych mrozów i opadów. Tworzy warunki dla innych drzew, a potem po prostu ustępuje im miejsca. Z ponad 100 gatunków brzozy występujących na świecie, w Polsce występuje aż 7.  Kumpel z Zagranicy, który nas kiedyś odwiedził, skomentował turbosłowiański, brzozowy landszaft stwierdzeniem: 

"Kurwa, ale tu u was płasko. Pusto, pusto, krzaki, brzoza".

U starożytnych Rzymian brzoza symbolizowała Władzę. Pęk brzozowych rózg związanych rzemieniem – „fasces” – był oznaką władzy liktorskiej a gałązek brzozowych używano też podczas uroczystości wprowadzania na urząd nowych konsulów. Jak czytamy u Grottgera i Kolberga, w Polsce z brzozowych witek przyjęło się robić tradycyjne miotły oraz rózgi do dyscyplinowania niesfornych chłopów pańszczyźnianych, leniwej czeladzi oraz pyskującej gówniarzerii. Taka forma kary cielesnej jest bowiem o wiele mniej letalna i kontuzjogenna niż napierdalanie ludzi sękatym kijem a boli równie mocno a może nawet bardziej. Wie to każdy, kto choć raz oberwał w ucho końcówką brzozowej witki.

Rozpałka

Gdybym dostawał rubla za każdym razem gdy usłyszę w lesie "Na rozpałkę najlepsza kora brzozowa. Pali się nawet mokra", to mógłbym sobie nareszcie kupić baterię rakietową BM-21 Grad i odpaliłbym od razu pełną salwę w kierunku następnej osoby, która z bardzo mądrą miną zapragnie mnie w tej materii uświadomić. Kurła! 

Tak, w interesujących nas gałęziach działalnosci ludzkiej czyli puszczaństwie i leśniactwo, wędrownictwie, obozownictwie itp, za obowiązujący standard przyjęło się używanie kory brzozowej jako rozpałki idealnej. Zwłaszcza zimą, gdy warun i meteo nas nie rozpieszczają. 

Kora brzozy zawiera bowiem bardzo ciekawy związek – betulinę, która jest nierozpuszczalna, a więc nie przepuszcza wody i przy okazji jest turbołatwopalna. Kora pali się więc jak wściekła, zarówno ta stara, łuszcząca się i łatwo odrywalna, jak i świeżo pozyskana z młodych drzew za pomocą kawałka ostrego noża. Polekkim zmechaceniu i naskrobaniu z łatwością łapie iskrę z krzesiwa lub żar z łuku ogniowego.

Ale to nie jedyne zastosowanie brzozy i nie jedyna brzozowa rozpałka, na miłość boską.

Z plecionek z łyka brzozowego wykonywano niegdyś więzy i pęta. Z kory niektórych gatunków brzozy otrzymuje się też garbnik, smołę, dziegieć oraz olej juchtowy. Większe fragmenty świeżej kory możemy też użyć do zrobienia wodoodpornych naczyń i pojemników. Taką korę należy wcześniej namoczyć i oskrobać z nadmiaru białych farfocli. Pamiętam, jak nad Narewką znalazłem kiedyś wiatrołom wolnostojącej brzozy omszałej z którego z powodzeniem można było ściągnąć ponadmetrowe arkusze kory bez brodawek i spękań. Przy odrobinie samozaparcia można by ich użyć do budowy schronienia lub nawet czegoś pływającego. 

A właśnie. W odcinku poświęconym budowie brzozowego canoe, Ray Mears, pękając z dumy, pokazuje postępy w pracy pewnemu staremu i mądremu Indianinowi. "Co o tym sądzisz?" - pyta. Indianin popatrzył na niego smutnymi oczami i powiedział (cytat z pamięci): "Za moich czasów to byśmy to wypierdolili na śmietnik. Ale dziś trudno o dobrą korę, rób więc z tego co masz". I sobie poszedł.

Korę brzozową można też można też normalnie, po indiańsku - zeżreć: podkorze młodych osobników po pocięciu na wąskie paski i ugotowaniu może służyć jako niezbyt smaczna ale zjadliwa namiastka makaronu spaghetti.Podobnie jest z młodymi liśćmi. Dlatego warto ususzyć sobie liście brzozy brodawkowatej odpowiednio wcześniej - są jednym ze starszych leków ludowych. W średniowieczu używano ich do okładów przeciw reumatyzmowi, a napar z liści i pączków pomaga przy czerwonce i sraczce. W warunkach polowych jako środka moczopędnego używamy wywaru z liści brzozy, biorąc łyżeczkę liści na 2 szklanki wody i gotując 3 minuty. Pijemy 3 razy dziennie po pół szklanki między posiłkami.

Czeczota brzozy brodawkowatej stosowana jest przy chorobach nowotworowych, przewlekłych chorobach przewodu pokarmowego i bakteryjnych schorzeniach wątroby. A ponieważ ma strasznie ładny rysunek słojów - wykorzystywana jest m.in. do produkcji okładzin rękojeści noży, drewnianych kielonków i urokliwych bushcraftowych miseczek.

Na brzozie rośnie też strasznie dobry grzyb - Ucho Bzowe, zwane też Uszakiem Judaszowym. To bliski krewny grzyba Mun, którego można znaeźć praktycznie przez cały rok i używać do chińszczyzny tak, jak jego azjatyckiego brata. Galaretowate owocniki suszę i trzymam w słoiku. Lubię ten chrząstkowo-glutowaty smak ucha bzowego w jednogarnkowych daniach śmieciowych.

Dobrym przyjacielem ogniska i wędrownictwa jest inny grzyb - błyskoporek podkorowy (Inonotus obliquus), niepozorny grzyb pasożytniczy, występujący najczęściej na brzozie własnie (ale widywany też też na bukach i klonach), zwany też czyrem, czarną hubą, włóknouszkiem ukośnym a w Rosji - czagą. W Polsce chroniony. To jedna z najlepszych naturalnych hubek na naszej szerokości geograficznej. Łatwo go rozpoznać - tworzy na brzozie czarne, guzowato-porowate narośle (skleroty) nieco podobne do czeczoty. Owocniki, te odpowiedzialne za cechy płciowe, znajdują się pod korą w postaci ukośnie ułożonych wiązek. Nas interesują jedynie skleroty, które z zewnątrz wyglądają jak nadpalone węgielki a w środku mają piękny, pomarańczowy lub ognisto-brązowy miąższ.

Miąższ błyskoporka zazwyczaj łapie iskry zarówno z krzesiwa żelazocerowego jak i z tradycyjnego krzesiwa kowalskiego nawet bezpośrednio po zerwaniu. Jednak dobrze sobie taką błyskoporową hubkę przygotować wcześniej. Po pierwsze, nie wiemy czy akurat na błyskoporka trafimy a po drugie - czy nie będzie jednak zbyt wilgotny. Mały kawałek grzyba wielkości orzecha laskowego wystarczy ususzyć lub podsuszyć w przewiewnym miejscu. Raz rozpalony bardzo długo trzyma żar, daje wysoką temperaturę i nie daje się łatwo ugasić.

W medycynie ludowej ze sproszkowanego owocnika przygotowywano wywary jako lek na dolegliwości żołądkowe, można też robić z niego nieszkodliwą herbatę o dość paskudnym smaku (jedna łyżka sproszkowanego miąższu na kubek wrzątku).

Jeśli więc mamy już ogarniętą rozpałkę z kory i błyskoporka, to możemy przystąpić do rozpalania ognia. Drewno brzozy pali się nawet mokre, szybko schnie i spala się błyskawicznie - świetnie nadaje się na pierwsza fazę rozpalania ogniska. Nie daje jednak zbyt dużo żaru ani ciepła, dlatego dobrze mieszać je w ognisku/palenisku z twardszymi gatunkami - np. dębem, bukiem, grabem czy jesionem.

Pamiętajmy też, że spalana betulina wytwarza dużo gęstego i ciemnego dymu, który błyskawicznie osmali nam wszystkie menażki i asfaltowo uwędzi kiełbaski czy co tam akurat pieczemy w ognisku. Jeśli więc zamierzamy przy ogniu przygotowywać posiłki lub dysponujemy niewielką i zamkniętą przestrzenią - starajmy się używać brzozy pozbawionej kory i grzybów.

A jeśli na koniec naszej zimowej partyzanckiej wyprawy okaże się, że straciliśmy jednego lub więcej towarzyszy niedoli, to zawsze możemy im postawić tradycyjny nagrobek z brzozowym krzyżem albo innym geometrycznym symbolem religijnym, jak kto lubi.

I odśpiewać klasyczne partyzanckie murmurando z Czterech Pancernych i piesa (filmik poniżej):














poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Bieszczadzka grochówka z macierzanką i lebiodką


Kajakowa wyprawa na Prusy Wschodnie, którą Melchior Wańkowicz odbył tuż przed wybuchem II Wojny Światową przerodziła się w najwybitniejszy reportaż dwudziestolecia międzywojennego -  "Na tropach Smętka". To w gruncie rzeczy opis fajnych wakacji z córką i wakacji z dzieciakami generalnie. Choć za tę książkę Wańkowicz miał później przesrane u Gestapo i musiał uciekać z Polski, to myślę, że nigdy tych wakacji nie żałował.

Mazury były wtedy autonomicznym bytem zamieszkałym tylko przez lokalny personel cywilny. Bez turystów, bez infrastruktury, bez budek z pamiątkami, bez smażalni ryb, bez koncertów szanty i obsranych lasów. Królestwo natury, którego już nie ma i którego cholernie szkoda, bo dzikie i bezludne Mazury były niesamowicie fajnym miejscem. Trochę jak bieszczadzka Dolina Sanu w roku 2018.

wtorek, 15 maja 2018

Marynowane skrzydlaki jesionu

Władimir Arsienjew w "Dersu Uzale" albo "W Ussuryjskim kraju" pisał, że w południowej Syberii jadano młode owoce różnych gatunków jesionów marynowane w occie i w soli. Należy je jednak wcześniej kilkukrotnie ugotować, aby pozbyć się gorzkiego posmaku i wtedy są całkiem, całkiem. 

Ustalmy jednak jedną rzecz: oliwki ani kapary to to kurwa nie są. Jednak przy odrobinie dobrej woli możemy jesionowe skrzydlaki w occie uznać za ciekawą przekąskę/zagryzkę, którą miło jest czasem zaskoczyć konkubinę lub konkubenta podczas proszonej libacji na skwerku. "Nie jadłaś nigdy marynowanego jesiona? Poczęstuj się, proszę.". A potem okazuje się, że w mieszkaniu obok często dochodziło do awantur, 53-letni denat ma ranę kłutą w okolicy pleców a w pomieszczeniu gospodarczym mieszka drugi syn pani Jadwigi, brat podejrzanej, pseudonim Jesion. (tzw. młodszy Jesion, syn starego Jesiona). "Ale skrzydlaki to ty szanuj!"

poniedziałek, 14 maja 2018

Paleoracuchy grochodrzewowe czyli akacja w cieście naleśnikowym

Robinia akacjowa, przez głupie blade twarze nazywana akacją, od jakiegoś tygodnia kwitnie jak wściekła pod naszym pueblo. A kwiaty robinii w cieście naleśnikowym to tzw. "lep na dupy Potawatomi", popularny indiański afrodyzjak. Zrobienie takich paleoracuchów jest proste jak konstrukcja łuku ogniowego, szybkie jak spłoszony mustang i nawet najbardziej gapowaty członek plemienia nie powinien tego spieprzyć. Warto spróbować, bo choć kuchnia Pierwszych Ludzi jest zazwyczaj wyjątkowo paskudna i niezjadliwa - to jest naprawdę smaczne. Serio.

Świeżo zerwane kwiatostany robinii moczymy w niezbyt gęstym cieście naleśnikowym (2 jaja, szklanka mąki, szklanka mleka, pół szklanki wody, 3 łyżki oleju, szczypta soli) i smażymy krótko na głębokim oleju lub opiekamy nad ogniskiem, żeby było bardziej indiańsko. Polewamy syropem klonowym albo, jeśli jesteśmy bardzo biednym plemieniem, posypujemy cukrem pudrem z buraka cukrowego. Pozostałe okruszki rozsypujemy w ofierze pomniejszym bóstwom, jak zwykle.

Smacznego! I niech wasze mokasyny nigdy nie trafiają w kaktus.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Pigwowiec czyli Bomba inż. Witaminowa

Jak co roku, kiedy tylko spadnie pierwszy śnieg, siostra Mariana przybiega do mnie i krzyczy od progu: "Dzieci to kurwa znowu zżerają a potem plują i rzygają wszędzie! Co robić?

Siostra Mariana mieszka bowiem pośrodku pigwowego sadu. Niby po obrzeżach rosną tam jeszcze jakieś biologiczne zasieki: kolczaste głogi i dzikie róże a ze śliwek to ulęgałki i tarnina, ale marianowy sad głównie tą głupią pigwą stoi.

Właściwie to powinienem napisać - głupim pigwowcowem. Pigwa i pigwowiec zawsze się ludziom pierdolą, bo mają podobne nazwy i na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie. 


wtorek, 19 września 2017

Matatanka Wahanka. Sałatka z chwastów.

Bizony nadal nie nadchodziły. Matatanka Wahanka od trzech księżyców żywił się głównie korzonkami, korą i rosołem ze starego mokasyna. Miał już dość takiej diety a jego wewnętrzny wkurw sięgnął szczytu szczepowego totemu, gdy ojciec kazał mu skosić trawę przed tipi.

"W dupę kojota i tomahawk w plecy" - pomyślał. "Pojawią się bizony, to wyżrą trawę i nie trzeba będzie kosić prerii. Po za tym czym ja mam to kosić?

Tomahawkiem?

piątek, 28 kwietnia 2017

Agrarny Radykalizm/Guerilla Gardening. Lista Bezobsługowych Roślin Jadalnych

Prolog
"Nadszedł czas agrarnej dominacji. Kosa, sierp w imieniu wiejskiej racji. Peezel, od dzisiaj już na zawsze. Szczodry plon, Combat Wiejskiej klasie!"
Rock Against Cities
"Poszukiwana załoga na niebezpieczną wyprawę. Płace niskie. Straszliwe zimno. Długie miesiące w zupełnej ciemności. Bezpieczny powrót mało prawdopodobny. W przypadku sukcesu - honor i sława". 
Ernest Shackleton

Włóczykiju,

Wyruszając na ekspedycję zabierasz ze sobą zapasy, które mają nieprzyjemną właściwość - kiedyś skończą. Albo zaśmiardną. Można oczywiście pozyskiwać pożywienie własnym sumptem, zbierając w lesie, rekwirując lub kupując od chłopa tudzież baby. Taka gospodarka zbieracko-łowiecka to ogromna frajda, ale ma swoje minusy. Nie zawsze znajdziemy to czego szukamy, a czasami nie znajdziemy nic.

Zawsze oczywiście można pójść do sklepu, ale jest to rozwiązanie nieharcerskie, niehonorowe i niezbyt heteronormatywne.

Jeśli planujemy kiblować w jakimś miejscu przez dłuższy czas i chcemy porządnie zasekurować perymetr, to naturalną konsekwencją takiej decyzji jest przejście na cywilizację rolniczą.

wtorek, 1 grudnia 2015

Kasztan jadalny

O kurwa! Kasztan jadalny! - wrzasnął niespodziewanie Marian. - Najlepsze kasztany są na placu... - zacząłem odruchowo, ale nie zdążyłem dokończyć, bo Marian strzelił mnie w ucho.

- Aleś ty kurwa głupi! Jak, nie przymierzając, ten przemądrzały kurdupel z Centrali. Siedź, słuchaj i nie odzywaj się, bo dostaniesz w drugie ucho! Na placu Pigalle najlepsze są kurwy a nie kasztany. Każde dziecko to wie! Ale u nas na wiosce, nawet najstarsi menele nie widzieli nigdy takiego drzewa. Wiesz skąd to wiem? Powiem ci: Jakby widzieli, toby go zeżarli, tak jak zeżarli tego łabędzia, co na stawie zimował. A ten stoi, widać, że jeszcze od przedwojny. Znaczy jakiś mądry gość go musiał go tu zasadzić, jak tu jeszcze ten las był, co go teraz nie ma, bo pobudowali te nowe domy dla menadżerów średniego szczebla. Zasadził tego kasztana pięknie. Bo to nie z naszej bajki drzewo, ino antropofit, przywleczony przez Rzymian z południa. A posadzić zjadliwego kasztana tak, żeby za maleńkości przetrzymał naszą zimę i kasztany rodzić zaczął, to sztuka jest! I to kurwa jaka! W arboretum w samym Radomiu takiego pięknego nie mają! 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Surwiwalowe napoje, które NIE są mdłe, gorzkie, ani śmierdzące. Odcinek I

Kiedy kapitan Paszke wyruszał na samotny rejs dookoła świata "pod wiatr", powiedział, że największym problemem będzie brak snu. Śpisz tylko parę godzin dziennie i to w kilkunastu ratach - max kwadrans. Bo w tym czasie dopływasz do czegoś, co jeszcze przed chwilą było za linią horyzontu. I możesz przypieprzyć w jakiegoś śmiecia typu flotsam and jetsam, wypadnięty z kontenerowca ładunek z chińskimi koszulkami, śniętego wieloryba albo pijany francuski lotniskowiec kieszonkowy.

- Długo będzie tak płynął? - zapytała Moja Pierwsza Żona, matka świeżonarodzonych bliźniąt.
- Jakieś 4 miesiące - odpowiedziałem.
- Eee, to na luzie - oceniła fachowo i poszła zrobić nam kawę. Kawę czarną jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra.

czwartek, 15 października 2015

Ziemniak. Pan Ziemniak.

 Jeśli nagrasz dźwięk skwierczącego na patelni boczku i puścisz od tyłu, to brzmi to zupełnie jak trzaski i szumy starej płyty winylowej na 33 i 1/3 obrotów. Dokładnie identycznie! (Tom Waits)

- Jeśli zbyt długo patrzysz na ziemniaka, ziemniak zaczyna spoglądać na ciebie - westchnął Marian patrząc w dogasające ognisko.

- Słucham? - spytałem nieco zaskoczony tą nietzscheańską sentencją i oderwałem na chwilę wzrok od mrugających węgielków. - Że co?

- CHUJÓW STO! - ryknął Marian. Zupełnie zapomniałem, że skubaniec miał przygotowane takie bezpieczniackie bon moty na każdą okazję i po raz kolejny dałem się złapać. Wszystko przez to cholerne zmęczenie.


piątek, 12 czerwca 2015

Najsłynniejsza Kałuża Świata - Eskimåkvinnans Skinnbyxa

"Nie chodzi o to, by złapać jenota, ale by gonić go"
- stare karelskie przysłowie

"Jestę gepardę ulicy, serce mam z napalmu,
Jestę synę bomby jądrowej, zapomnianym dzieciakiem Ziemi,
Tym, Który Serczuje i Distrojuje"
- Iggy Pop



Słynny fiński strzelec wyborowy Alvar Aalto znany był z tego, że potrafił zapieprzać na nartach przez 50 kilometrów, tylko po to, by bez mrugnięcia okiem odstrzelić denko w butelce wódki trzymanej przez niczego niespodziewającego się lejtnanta Armii Czerwonej, Aloszę Żmijcewa. Jak oceniają historycy, Żmijcew stracił w ten sposób podczas Wojny Zimowej co najmniej 505 flaszek, w  rezultacie czego popadł w głęboką depresję i umarł na zespół odstawienia alkoholowego w wieku 23 lat.

czwartek, 18 grudnia 2014

Musztarda Saperska DIY (Nasturcja inside)

"Nie ma dublera dla sapera"
"Katiusza kaprala Janusza " (wesoła komedia frontowa, reż Bohdan Zagajny)

"Racja, nas gubi sanacja - potwierdza ciocia Nasturcja. Korupcja i ubikacja, Hollywood, Harrimann, Turcja."
Konstanty Ildefons Gałczyński

Nastawianie kolejnych słoików z Ogórkami Kwaśniewskimi otwiera mi kolejne klapki na oczach. Poszerza horyzonty bardziej niż gówniarskie eksperymenty z halucynogenami i daje więcej wiedzy o świecie niż niejedna wiwisekcja przeprowadzana na pokładzie naszego ufolotu. Co roku odkrywam coś nowego, choć wydawałoby się, że te ogórki już dawno powinny mi się znudzić. A to jakaś powieść szkatułkowa w odcinkach. Właśnie dzięki ogórkom zacząłem poszukiwać, wykopywać i przetwarzać głupi chrzan. A kilka dni temu, kiedy zamykając kolejny słoik popatrzyłem na wirujące wokół ogórka kuleczki gorczycy - uświadomiłem sobie, że to właśnie z nich się robi musztardę. A ja jeszcze nigdy nie robiłem musztardy. Tak zupełnie własnoręcznie i od początku.

wtorek, 2 grudnia 2014

Kiszone ogórki i LTI

„Sprache ist mehr als Blut“
Franz Rosenzweig

Wiktor Klemperer, ochrzczony w ewangelickim kościele syn rabina z niemieckiego Gorzowa Wielkopolskiego, popełnił w latach 1933-1945 wiekopomne i genialne dzieło - LTI (Lingua Tertii Imperii).  Język Trzeciej Rzeszy (nie, ten odcinek nie będzie znów o Żydach. Będzie o Niemcach i Wojnie. I o Ogórkach)

W hitlerowskich Niemczech, jak wiadomo, nie było za dużo roboty dla żydowskiego filologa klasycznego, więc facet dużo siedział w domu i czytał, co tylko dało się wtedy czytać. Rzeczy złe, głupie i straszne. Wszelkie gadzinówki i szmatławce. Analizował niemiecką propagandę wojenną i jej semantyczne manipulacje. Dokładnie opisał jak zmienia się język prasy (i język generalnie) w systemach opresyjnych i zbrodniczych. Jak neutralizuje się, oswaja i banalizuje zło. Jak opisuje się i tworzy przeciwnika. Bardzo niemieckie złe zło na co dzień przez 12 lat. Masakra. Mistrz miejskiego surwiwalu, który miał zajebiste szczęście, głównie dzięki pomocy bardzo dzielnej i kochającej, aryjskiej żony, ratującej mu tyłek od Gestapo jakieś milion razy dziennie (O! To prawie tak jak ja!).

poniedziałek, 6 października 2014

Karrimor Sabre i Kukurydza z Ogniska

"Idę tam, gdzie kukurydzę widzę"
Koli "Szemrany"

"Przetrwaliśmy wszystkie te lata, podczas gdy na zewnątrz świat jest coraz bardziej podły."
Dzieci Kukurydzy


Będzie o kukurydzy, o jumaniu kukurydzy i o plecakach na kukurydzę. Na początek -  o plecakach.

Od paru lat zauważam, że prawie wszystkie taktyczne Średniej-Wielkości-Plecaki-Na-Krótkie-Wypady coraz bardziej zaczynają przypominać szkolne piórniki. Robią się coraz bardziej geometryczne - kwadratowe, prostokątne albo elipsoidalne. Mają coraz więcej kieszonek i przegródek. Wcale nie twierdzę, że to zła droga i głupi pomysł.

sobota, 30 sierpnia 2014

Agent Orange - Suszone Kurki

"- Co?
- Grzyb!"

Antoine de Saint-Exupéry


Parę tygodni temu pracowałem w lesie i przy okazji natrafiliśmy na całkiem pokaźną plantację małych kurek. Takich najpyszniejszych - z niewywiniętymi kapeluszami wielkości guzika. 

Kiedyś przeczytałem w jakiejś mądrej książce, że kurki można suszyć i trzymać na gorsze czasy. Stosować sproszkowane - jako przyprawę. Albo zagęszczać sobie sosy, aromatyzować oliwę i robić jajecznicę o dowolnej porze roku, Pomysł mi się spodobał i tak też zacząłem czynić. Skutecznie i z przyjemnością.

wtorek, 8 lipca 2014

Rura Bangalore i Pesto z Przytuli Czepnej

"Sometimes all you need is a hug"
- Unknown

"Bangalores! Bring up some bangalores! Bangalores up the line! Bangalores up the line!"
- Saving Private Ryan


Z dziko rosnącymi roślinami jadalnymi jest podobnie jak z grzybami. Człowiek zwykle nie jest do końca pewien, czy to co zerwał, to roślina, która nas nakarmi. Czasem można trafić takiego cosia, który zamiast posłużyć za obiad - niespodziewanie wyświetli nam w głowie film przygodowy w odcinkach albo zawiezie nas na ostry dyżur. Bo niestety niektóre, kompletnie różne gatunki potrafią być podobne do siebie niczym radzieccy kosmonauci (jednego bliźniaka wysyłano w kosmos, drugiego pokazywano w telewizji, że niby wrócił).

wtorek, 3 czerwca 2014

Bluszczyk Kur*ybanek i Stalinowski Metaszaszłyk

"Nienawidzę podróży i podróżników. A oto zabieram się do opowiadania o moich wyprawach. Lecz jakże długo trwało, zanim się na to zdecydowałem! Piętnaście lat minęło, od kiedy opuściłem Brazylię pa raz ostatni. Odtąd snułem wielokrotnie projekty napisania tej książki, ale za każdym razem powstrzymywało mnie uczucie zawstydzenia i niesmaku. Zastanawiałem się, czy należy drobiazgowo opowiadać o tylu bezsensownych szczegółach i błahych zdarzeniach."

- Claude Lévi-Strauss, "Smutek tropików"




Szedłem sobie kilka ładnych lat temu przez łąki niedaleko Rodos (Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką), aż tu nagle co widzę? Bluszczyk Kurdybanek sobie rośnie. Kurdybanek po prostu - przydatne i smaczne zielsko, dobre do kotletów mielonych, grochówki i pierogów ruskich. I poszedłem sobie dalej.

poniedziałek, 26 maja 2014

Czarny Bez - Tempura i Syrop

UWAGA! Wszystkie części czarnego bzu zawierają sambunigrynę i sambucynę, które dla ludzi w większych ilościach są trujące. Na szczęście wyższa temperatura (gotowanie czy smażenie) usuwa ich własności trujące. Objawami zatrucia są: osłabienie, bóle i zawroty głowy, nudności, wymioty, biegunka, przyspieszenie tętna i zaburzenia oddychania aż do duszności włącznie. Pierwsza pomoc polega na sprowokowaniu wymiotów i płukaniu żołądka. Konieczna pomoc lekarza.

Parę lat temu, jadąc do pracy zauważyłem zjawiskowy obrazek na poboczu drogi. Franciszkanin z pobliskiego Ośrodka Dla Ludzi, Którym Trochę Popierdoliło Się W Życiu, całkiem młody koleś w brązowym habicie z kapturem, ścinał sierpem pęki kwiatów czarnego bzu i pakował je do wielkiego wora. Wyglądał w przy tej czynności co najmniej jak druid level 80.  Ponieważ mój umiarkowany antyklerykalizm nie dotyczy pożytecznych i hippisowskich zakonów, a obrazek wbił mi się mocno w pamięć, to zacząłem patrzeć na tę roślinkę trochę przychylniej. I jakoś częściej na nią wpadać niż to zwykle bywało.

niedziela, 23 marca 2014

Harissa "Kosiarz Stokrotek" i Mezzaluna Victorinoxa

Od ponad roku wśród wysokich rangą polityków Zachodu krążyły plotki, iż Związek Radziecki pracuje nad bronią ostateczną - Machiną Zagłady. Wywiad odkrył lokalizację owego ściśle tajnego projektu - na mglistym pustkowiu u podnóża gór na arktycznych wyspach Zarkowa. Co to była za broń i dlaczego wybrano tak odludne miejsce - nie wiedział nikt. 


Dr Strangelove, czyli jak przestałem się bać i pokochałem bombę



piątek, 7 marca 2014

Tire Potato versus Tire Topinambur

Jest taka stara redneckowska i bardzo zjawiskowa metoda sadzenia kartofli -  na tak zwane Tire Potato: 

Nie wiesz co zrobić ze starymi  oponami od swojego pickupa? Załóż Bracie oponową uprawę ziemniora! Prosta sprawa - kładziesz starą oponę na płask na ziemi, do środka wsypujesz sadzeniaki (w wielkim skrócie -  takie sztuki, które już puściły kiełki) i przywalasz kompostem. Wszystko samo się dzieje, wszystko samo się robi.

Toroidalny kształt i konstrukcja opony pozwalają na odpowiednią izolację i obieg ciepła, czarny kolor pomaga nagrzewać się od słoneczka, a rozkładający się kompost zapewnia dodatkowe atrakcje.