środa, 23 maja 2018

Sekurowanie Permetru czyli letalne i nieletalne metody odstraszania podkradaczy

1. Wierzbowy ostrokół

- Ale na chuj Ci te wierzby? - zapytał Marian

.- Do sekurowania perymetru. Ogrodziłem teren siatką leśną i powtykałem w nią wierzbę. Raz, że to najtańsze rozwiązanie, dwa, że sympatycznie wygląda taki naturalny żywopłot. Wierzba ma kosmicznie szybki przyrost, maskuje siatkę przed złomiarzami, żuli i sarenki w miejscu zatrzymuje, nie wejdzie mi tu więcej żaden grzybiarz czy inny kłusownik i, co najważniejsze, wierzba fajnie osuszy to bagno. A potem rozrośnie się w grubaśne drzewa. Pamiętasz jak płynęliśmy Utratą? W okolicach Żelazowej Woli brzeg obsadzony jest takimi szopenowskimi maczugami? Super to wygląda. W takich ogłowionych wierzbach lęgną się ptaszory, małe ssaki, coroczne odrosty wykorzystujesz jako materiał na koszyczki i plecionki, albo palisz tym w piecu. Taka głupia wierzba to zajebiście surwiwalowe drzewo, Marian. Nawet jej korę można wykorzystywać jako substytut aspiryny. 

2. Zasieki z barszczu gen. Sosabowskiego

Większość podkradaczy i napadowywaczy nie jest w stanie odróżnić kopru do kiszenia ogórków od barszczu Sosnowskiego, zwłaszcza w nocy i po pijaku. Możemy ten fakt wykorzystać do zorganizowania straszliwej zasadzki z wykorzystaniem piekielnie parzącej parzącej rośliny, znanej też jako "Zemsta Stalina" (barszczyk trafił do Polski w latach 50. XX wieku jako dar uczonych radzieckich z Wszechzwiązkowego Instytutu Uprawy Roślin w Leningradzie).

Toksyna działa dopiero w połączeniu we światłem słonecznym, więc napastnik będzie miał bardzo przykry poranek. Skóra pokrywa się bąblami już po kilku minutach a przebarwienia skóry i wrażliwość na światło mogą utrzymywać się  nawet przez trzy lata.  

Ten wypalający skórę chwast jest niestety objęty prawnym zakazem uprawy, rozmnażania i sprzedaży na terenie Polski. Jednak jako piekielnie inwazyjny antropofit rozprzestrzenia się wściekle szybko i jak się do nas gajowy Marucha o takie zasieki przypieprzy, to zawsze możemy mu powiedzieć, że samo wyrosło.

Cholernie okrutna metoda. Stosować w ostateczności albo jak ktoś nas strasznie wkurwi.

3. Hatifnaty

Niktohylofobia to lęk przed gęstymi obszarami leśnymi w nocy. Lęk ten jest zaskakująco powszechny i dotyka większość populacji cywilizowanych społeczeństw. Dzikie ludy północy, zamieszkujący rozległe tereny leśne, gdzie dni są krótkie a noce wręcz przeciwnie - długie, wykorzystują tą cywilizacyjną fobię, by ochronić swoje włości przed wizytami nieproszonych gości (czyli zasekurować perymetr przed turystami i menelami).

Grodzenie wielohektarowych areałów stalową siatką byłoby nieefektywne z ekonomicznego punktu widzenia. Zamiast tego, w Północnej Szwecji i Finlandii, ustawia się w lasach tzw. Hatifnaty (szw. Hattifnattar, fin. Hattivatti, ros. Хатифнатты)

Hatifnatowie, jak wszyscy wiemy, to podejrzane stworki, które wyrastają z nasion, ale tylko z tych, które wysiano w Noc Świętojańską. Prowadzą koczowniczy tryb życia, odbywając na łodziach podróże morskie w kilkuhatifnatowych grupach i usiłując dotrzeć do horyzontu. Nigdzie się nie zatrzymują i nic ich nie obchodzi. Nie maja uczuć. Przerażające skurwysyny.

Jeśli przez zapomnienie lub gapiostwo nie wysialiśmy Hatifnata na wiosnę albo po prostu nie chce się nam bawić w hodowanie całego stada - możemy w prosty sposób zrobić kilku Hatifnatów z kawałków taśmy odblaskowej przyczepionej pinezkami do drzew na wysokości kolan.

Wiecie, że niby coś się czai w krzakach a drzewa maja oczy.

Obszar, który otoczymy przerażającymi Hatifnatami, staje sie praktycznie odizolowany od otoczenia a przez jego granicę nie są w stanie przeniknąć nawet fińskie zespoły patataj-metalowe.

Polecam.

4. Sztuczny tłum

Należy rozpalić kilka dużych ognisk i robić dużo hałasu. Z patyków i zapasowego ubrania robimy humanoidalne kukły i ustawiamy je w blasku ognia w taki sposób, by rzucały wielgaśne cienie na pobliskie krzaki. Z telefonu puszczamy "Cwał Walkirii" Wagnera na cały regulator i w regularnych odstępach czasu wykrzykujemy głośne "Kurrrwa!" albo "Meihoffer, gdzie jest mój magazynek, ruda dziwko?" Pamiętamy też , by często zmieniać naszą pozycję i dużo machać rękami.

Spłoszony skradacz, przekonany o naszej przewadze w liczbie i w uzbrojeniu, ucieknie jak niepyszny tam gdzie pieprz rośnie, a my będziemy się mogli wreszcie wyspać w ciszy i spokoju. 

Metoda doraźna o działaniu krótkotrwałym.

5. Zegar Kolejowy i tabliczki ostrzegawcze.

Prosta i skuteczna metoda, przydatna jeśli nam jednak trochę głupio grodzić las, jak nie przymierzając jebany obszarnik jakiś. 

Bierzemy duży zegar kolejowy, znajdujemy w lesie uschnięte drzewo, kompasem wyznaczamy północ a następnie przy pomocy dwóch gwoździ przybijamy w tym miejscu nasz wielgaśny czasomierz. I teraz już zawsze będziemy wiedzieli gdzie jesteśmy a przy okazji - kiedy jesteśmy.

Taki rustykalny zegar jest też wyraźnym sygnałem dla ewentualnych grzybiarzy i innych kłusowników, kto tu rządzi. Że ten las ma właściciela, człowieka o wyszukanym poczuciu estetyki, świadomego ekologicznie (wiecie, Rospuda, segregacja, masturbacja) a jednocześnie punktualnego i świetnie zorganizowanego.

Efekt nieletalnego jebnięcia, wywołany zegarem w środku lasu, można dodatkowo wzmocnić tabliczkami informacyjnymi: "Wstęp Bronisław", "Min Niet. Poziom promieniowania niski", "Eksperymentalna hodowla kleszcza wirginijskiego" oraz "Gruz 200 przyjmę". Nie zdarzyło się, żeby mi ktoś coś stąd podpierdolił.  Czyli metoda działa.

wtorek, 15 maja 2018

Marynowane skrzydlaki jesionu

Władimir Arsienjew w "Dersu Uzale" albo "W Ussuryjskim kraju" pisał, że w południowej Syberii jadano młode owoce różnych gatunków jesionów marynowane w occie i w soli. Należy je jednak wcześniej kilkukrotnie ugotować, aby pozbyć się gorzkiego posmaku i wtedy są całkiem, całkiem. 

Ustalmy jednak jedną rzecz: oliwki ani kapary to to kurwa nie są. Jednak przy odrobinie dobrej woli możemy jesionowe skrzydlaki w occie uznać za ciekawą przekąskę/zagryzkę, którą miło jest czasem zaskoczyć konkubinę lub konkubenta podczas proszonej libacji na skwerku. "Nie jadłaś nigdy marynowanego jesiona? Poczęstuj się, proszę.". A potem okazuje się, że w mieszkaniu obok często dochodziło do awantur, 53-letni denat ma ranę kłutą w okolicy pleców a w pomieszczeniu gospodarczym mieszka drugi syn pani Jadwigi, brat podejrzanej, pseudonim Jesion. (tzw. młodszy Jesion, syn starego Jesiona). "Ale skrzydlaki to ty szanuj!"

Ingrediencje: 

2 kubki jesionowych skrzydlaków bez szypułek, 2 kubki octu winnego lub jabłkowego, 2 liście laurowe, 10 goździków, 10 ziaren pieprzu, 10 ziaren ziela angielskiego, łyżka nasion gorczycy, łyżeczka soli, łyżeczka cukru, woda.

Egzekucja:

Umyte i pozbawione szypułek skrzydlaki wrzucić na patelnię, zalać zimną wodą, zagotować. Na małym ogniu gotować przez 5 minut. Odcedzić i czynność powtórzyć. Znów odcedzić, lekko wysuszyć i włożyć do suchych, ciepłych słoików. W małym garnku przygotować zalewę, gotować przez 5 minut, lekko ostudzić, przecedzić przez gazę i zalać nasiona. Mozna dodać papryczki, jak ktoś lubi (ja lubię).

I teraz najtrudniejszy etap - zakręcone słoiki odstawić na 3 miesiące, żeby nabrały dobroci. Podawać na chlebie ze smalcem, popijać czym kto lubi.

Smacznego!

poniedziałek, 14 maja 2018

Paleoracuchy grochodrzewowe czyli akacja w cieście naleśnikowym

Robinia akacjowa, przez głupie blade twarze nazywana akacją, od jakiegoś tygodnia kwitnie jak wściekła pod naszym pueblo. A kwiaty robinii w cieście naleśnikowym to tzw. "lep na dupy Potawatomi", popularny indiański afrodyzjak. Zrobienie takich paleoracuchów jest proste jak konstrukcja łuku ogniowego, szybkie jak spłoszony mustang i nawet najbardziej gapowaty członek plemienia nie powinien tego spieprzyć. Warto spróbować, bo choć kuchnia Pierwszych Ludzi jest zazwyczaj wyjątkowo paskudna i niezjadliwa - to jest naprawdę smaczne. Serio.

Świeżo zerwane kwiatostany robinii moczymy w niezbyt gęstym cieście naleśnikowym (2 jaja, szklanka mąki, szklanka mleka, pół szklanki wody, 3 łyżki oleju, szczypta soli) i smażymy krótko na głębokim oleju lub opiekamy nad ogniskiem, żeby było bardziej indiańsko. Polewamy syropem klonowym albo, jeśli jesteśmy bardzo biednym plemieniem, posypujemy cukrem pudrem z buraka cukrowego. Pozostałe okruszki rozsypujemy w ofierze pomniejszym bóstwom, jak zwykle.

Smacznego! I niech wasze mokasyny nigdy nie trafiają w kaktus.

wtorek, 8 maja 2018

Korona Gór Polski - 28 powodów, żeby nie chodzić po górach

Strasznie to chodzenie po górach jest głupie, męczące i bez sensu. Czyli tak, jak lubię.

Pierwsze dwa etapy ciśnięcia szczytów do Korony za nami. 11 pasm górskich: Góry Świętokrzyskie, Bieszczady, Masyw Ślęży, Karkonosze, Góry Kaczawskie, Góry Wałbrzyskie, Góry Stołowe, Góry Kamienne, Rudawy Janowickie, Góry Sowie, Góry Izerskie. 

Wiecie, co w tej nieszczęsnej Koronie Gór Polski jest najzabawniejsze? Małe różnice. Wszystkie góry mają to samo łajno, ale ciut inne (a wiecie, jak mówią w Karkonoszach na ćwierćfunciaka z serem?). 

środa, 3 stycznia 2018

Trudna sztuka kiblowania

Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Eufemiusz Bzdyś miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy Marian pokazał mu śnieg.

Śnieg miał wielgaśne płatki i sypał jak wściekły. Pirenejscy górale zwykli nazywać taki warun pogodowy i towarzyszącą mu zerową widoczność "tak zwanym damskim chujem". Kończyły się zapasy, ale gęsta śnieżna zamieć ułatwiała nam wyprowadzenie nieprzyjaciela w pole i wyjście z okrążenia. Po mozolnym, trzydniowym przemykaniu się na cichaczem ku wyżynom rozbiliśmy wreszcie obóz przejściowy na przełęczy i czekaliśmy aż otworzy się okienko pogodowe umożliwiające atak na sklep, w którym moglibyśmy uzupełnić zapas papierosów, pornosów i kabanosów. Odpoczywaliśmy.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Pigwowiec czyli Bomba inż. Witaminowa

Jak co roku, kiedy tylko spadnie pierwszy śnieg, siostra Mariana przybiega do mnie i krzyczy od progu: "Dzieci to kurwa znowu zżerają a potem plują i rzygają wszędzie! Co robić?

Siostra Mariana mieszka bowiem pośrodku pigwowego sadu. Niby po obrzeżach rosną tam jeszcze jakieś biologiczne zasieki: kolczaste głogi i dzikie róże a ze śliwek to ulęgałki i tarnina, ale marianowy sad głównie tą głupią pigwą stoi.

Właściwie to powinienem napisać - głupim pigwowcowem. Pigwa i pigwowiec zawsze się ludziom pierdolą, bo mają podobne nazwy i na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie. 


poniedziałek, 23 października 2017

Surwiwalowa fura na zimę

Toyota 4Runner
Myszy i pająki wprowadzają się już do ludzkich domostw i trzeba pamiętać podczas zakładania czapki i butów, by kilka razy nimi potrząsnąć, żeby sprawdzić czy ktoś nie zamieszkał w środku. 

Znak to nieomylny, że zbliża się zima i trzeba zacząć przygotowywać samochód do sezonu. Przygotowania zaczynamy oczywiście od wyboru furacza, bo przecież nie każdy furacz się do jazdy zimą nadaje.

Jak pewnie część z Was wie, jestem fanatykiem autograciarstwa i jarają mnie azjatyckie trupy: ogromniaste terenowe Toyoty z przełomu wieków i kieszonkowe Suzuki do napadowywania na zaspy i muldy.

poniedziałek, 9 października 2017

Bestiaryusz Mykologiczny Grzybni Wszelakiej

Historiae et Artis Omnium Daemonicum Fungae, Bestiaryusz Grzybni Wszelakiej i praktyczne sposoby radzenia sobie z niemi inaczey, sobie i potomnym ku przestrodze spisane czyli pół mieszkania zajebane grzybami najgorsze. 

Borowik latoś obrodził, kozaki się burzą po chutorach, opieńki się klują chmarami a kanie mają kapelusze większe niż talerz anteny Cyfrowego Polsatu. 

Jest w życiu okazjonalnego zbieracza grzybów tylko jedno trudniejsze i nudniejsze doświadczenie niźli jałowe grzybobranie, gdy w lesie nie ma ni jednej sztuki, najmniejszej i najbardziej zgnitej nawet. 

poniedziałek, 2 października 2017

Pan Buk

Wicher jesienny, rychłą zimę zwiastujący, wył za oknami i okiennicami trzaskał. Pająki i myszy, przed chłodem uciekając, do domostw ludzkich się na zimę wraz z potomstwem przeniosły. Pokryte czarnymi plamami klony zwiędły. Jesiony, jak to jesiony - zżółkły. A buki... 

A buki zaczęły płonąć.

Na ziemi rzeszowskiej, w Bieszczadach, ciągle jeszcze nie milkły strzały, a życie ludzkie bardzo często zależało od przypadku. W bratobójczej walce ginęli partyzanci wszystkich zwaśnionych stron, żołnierze KBW, milicjanci, funkcjonariusze UBP, członkowie PPR, jak i cisi, zwykli mieszkańcy tej ziemi, a nawet zwykłe panie sklepowe, które nie chciały dać na kredyt. Albo po prostu dać.

wtorek, 26 września 2017

Święte Dęby czyli Wiewiór vs. Pastuszkowie-Kretyni

Dęby, te wielgaśne, dumne i święte drzewa, gromowładnym bogom przynależne. Ich poskręcane konary trzeszczą jak koła machiny oblężniczej. Zranione żelaznym ostrzem krwawią, barwiąc na fioletowo siekierę. Celne trafienie spadającym żołędziem w czubek głowy potrafi zamroczyć najlepszego nawet wojownika. Dęby dają schronienie, opał, mąkę i paskudną w smaku kawę.

W ich liściach lęgną się drobne zwierzaki i pomniejsze bóstwa.

Pamiętacie tego wiewióra z "Epoki Lodowcowej", który zrobi wszystko, żeby uratować żołędzia? Mam tak samo jak on.



wtorek, 19 września 2017

Matatanka Wahanka. Sałatka z chwastów.

Bizony nadal nie nadchodziły. Matatanka Wahanka od trzech księżyców żywił się głównie korzonkami, korą i rosołem ze starego mokasyna. Miał już dość takiej diety a jego wewnętrzny wkurw sięgnął szczytu szczepowego totemu, gdy ojciec kazał mu skosić trawę przed tipi.

"W dupę kojota i tomahawk w plecy" - pomyślał. "Pojawią się bizony, to wyżrą trawę i nie trzeba będzie kosić prerii. Po za tym czym ja mam to kosić?

Tomahawkiem?

poniedziałek, 11 września 2017

Błoto, robaki i dzieciaki

Powoli staję się specem od realnych technikach przetrwania podczas spotkań z najstraszliwszym z żywiołów jakie możemy napotkać uprawiając tzw. surwajwal i buszkraft .

Z dziećmi.

Bo kto ci poda szklankę whiskey na starość?

Jasne, że nikt ci nie poda. A już na bank, nie będą to dzieci, które zgubią, albo stłuką flaszkę, a najprawdopodobniej - same wypiją. 

Potwory.

wtorek, 18 lipca 2017

Leatherman Guerilla Gardening Tool with Fork & Hoe

Narzędzia mają swoje imiona. A imię to ważna rzecz - nazwanie czegoś wpływa na charakter i przeznaczenie nosiciela nazwy. Znajomość prawdziwego imienia daje władzę, więc w wielu kulturach tożsamość dziecka ukrywano przed postronnymi, co miało ochronić je przed Złym Złem. Z podobnego założenia wychodzą magowie, szamani i gwiazdy porno, używając pseudonimów. Bezpieczeństwo przede wszystkim - nawet papieże nazywają się inaczej, niż naprawdę się nazywają.

Jak to się ma do narzędzi?

Są narzędzia, których nazwa mówi wszystko o funkcji. Piła jest do piłowania, rębak do rąbania a grabie grabią. Są też utensylia, których nazwy po prostu fajnie brzmią: ośnik, szpadel, szulfa, sierp.

Ostatni Quest Mariana


"Niech ci się szczęści kwiatku!"
Szekspir, Zimowa Opowieść

"The flesh is weak but the spirit is strong (Mięso jest słabe, ale za to spirytus jest mocny)"
Matthew 26:41

"Mógłbym całe życie spędzić w górach, ale polując, zawsze bym trzymał się tej jednej zasady. Jelenia trzeba powalić jednym strzałem. Gadam to w kółko, ale nikt mnie nie słucha. (...) Ok, teraz jesteś zdany na samego siebie."
Łowca Jeleni



Kim był Marian i czy istniał naprawdę?

Elegia o Marianu


"W głuchej puszczy, przed chatką leśnika,
Drużyna diabołów stanęła zielona;
A u wrót stoi brać bimbrownicza,
Tam w izdebce Marian wszak kona.
Odłożył łyżkę czarnymi palcyma,
Nie umarł wszystek, choć go ni ma.
Jeżeli nie lękasz się pieśni
stłumionej, złowrogiej i głupiej,
gdy serce masz mężne i jeśli
pieśń kochasz swobodną - posłuchaj."


Urodził się w namiocie jako nieślubny syn obwoźnego handlarza bronią i zbiegłej z cygańskiego cyrku niedźwiedzicy.

Wychowały go pająki.

Jako niemowlę został obmyty przez piastunkę w wodach Mrówki, co uczyniło go odpornym na bimber, ciosy wrogów i izotopy metali ziem rzadkich.



czwartek, 6 lipca 2017

Bażant, Który Przeżył

"Wichura rzucił Ziutę na tapczan jak niedopałek..." - zamruczał sennie Marian, zręcznie wyrzucając w ciemność zabłąkaną pod śpiworem szyszkę, nie budząc się przy tym ani na sekundę. Zazdrościłem mu tej umiejętności, nabytej w niezliczonych leśnych melinach.

Mhhhm, pomyślałem milczącym mruknięciem Marylin z "Przystanku Alaska". Każdy badacz używa - świadomie czy też nie, kategorii i aparatu pojęciowego, które dyktuje mu formacja kulturowa, w której jest zanurzony. Marian wydawał się być właśnie zanurzony w budyniu stworzonego z przedwojennych powieści awanturniczych dla kucharek oraz enerdowskiego porno. Tego zanurzenia także mu trochę mu zazdrościłem.


środa, 31 maja 2017

Łokieć Surwiwalowca

- Jakim strasznym wstydem jest dziś wyjście z piłą do lasu. Przez to, co się teraz dzieje, całą ta masowa wycinka wszystkiego co jest wyższe niż szczypior cebuli, ten ciągły łomot zarzynanych łańcuchów i smród niestygnących nawet na chwilę pilarek zaczyna sprawiać, że łapię doła. Ludzie patrzą na mnie jak na mordercę, choć staram się wycinać tylko drzewa chore, zagrażające życiu lub zdrowiu, mające wadę genetyczną lub zasadzone w wyniku przestępstwa.

- Masz po prostu problem z łokciami. - skomentował Marian mieszając zupę w wiszącym nad ogniskiem wielgaśnym garze.

- Coś jak łokieć tenisisty? Zespół cieśni nadgarstka?

piątek, 5 maja 2017

Nawigacja. Deklinacja. Kolacja.

Nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w punkt wysoko nad horyzontem. Ustawiona na nieskończoność ogniskowa kaprawych oczu przecinała gęsty brzozowy dym, patyki ze skwierczącą kiełbasą śląską, przenikała przez listowie i niknęła gdzieś w chmurach.
Marian rozmyślał. Nie przeszkadzałem mu i delektując się ciszą, obmyślałem sposób na skuteczne zbałamucenie poznanej rankiem ekspedientki o chabrowych oczach.
- Wyznaczanie kierunków świata w mieście jest banalnie proste. - mruknął ni stąd, ni zowąd Marian i pogrzebał patykiem w brzozowych węgielkach. Buchnął wysoki ogień i wizję chabrowych oczu otoczonych wianuszkiem grubych, ciemnych rzęs  - szlag rzęsisty trafił.


poniedziałek, 1 maja 2017

Optotriak

- Optotriak - powiedział Marian.

Zatkało mnie. - Że co?

- Detektor przejścia przez zero tak się nazywa. Elektryczne zero oczywiście. W Meteo, nazywamy tak z kumplami między sobą serię dużych dobowych wahań temperatury, gdy w noce i poranki mamy mróz, a popołudnia odwilże. Temperatura musi więc przechodzić przez zero. Wówczas to, co w nocy zamarza, za dnia odmarza, i tak na przemian. W dzień cieplej i roztopy, w nocy przymrozki. Wszystko pokrywa się lodem i szronem, wnikająca w szczeliny woda zamarza i rozsadza drzewa, asfalt i ludzi od środka. Optotriak. Jak wcześniej wspomniałeś - chujnia. Wiesz co na to pomaga? Wiesz? Chińskie zupki! Wietkongi!

piątek, 28 kwietnia 2017

Agrarny Radykalizm/Guerilla Gardening. Lista Bezobsługowych Roślin Jadalnych

Prolog
"Nadszedł czas agrarnej dominacji. Kosa, sierp w imieniu wiejskiej racji. Peezel, od dzisiaj już na zawsze. Szczodry plon, Combat Wiejskiej klasie!"
Rock Against Cities
"Poszukiwana załoga na niebezpieczną wyprawę. Płace niskie. Straszliwe zimno. Długie miesiące w zupełnej ciemności. Bezpieczny powrót mało prawdopodobny. W przypadku sukcesu - honor i sława". 
Ernest Shackleton

Włóczykiju,

Wyruszając na ekspedycję zabierasz ze sobą zapasy, które mają nieprzyjemną właściwość - kiedyś skończą. Albo zaśmiardną. Można oczywiście pozyskiwać pożywienie własnym sumptem, zbierając w lesie, rekwirując lub kupując od chłopa tudzież baby. Taka gospodarka zbieracko-łowiecka to ogromna frajda, ale ma swoje minusy. Nie zawsze znajdziemy to czego szukamy, a czasami nie znajdziemy nic.

Zawsze oczywiście można pójść do sklepu, ale jest to rozwiązanie nieharcerskie, niehonorowe i niezbyt heteronormatywne.

Jeśli planujemy kiblować w jakimś miejscu przez dłuższy czas i chcemy porządnie zasekurować perymetr, to naturalną konsekwencją takiej decyzji jest przejście na cywilizację rolniczą.