piątek, 5 maja 2017

Nawigacja. Deklinacja. Kolacja.

Nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w punkt wysoko nad horyzontem. Ustawiona na nieskończoność ogniskowa kaprawych oczu przecinała gęsty brzozowy dym, patyki ze skwierczącą kiełbasą śląską, przenikała przez listowie i niknęła gdzieś w chmurach.
Marian rozmyślał. Nie przeszkadzałem mu i delektując się ciszą, obmyślałem sposób na skuteczne zbałamucenie poznanej rankiem ekspedientki o chabrowych oczach.
- Wyznaczanie kierunków świata w mieście jest banalnie proste. - mruknął ni stąd, ni zowąd Marian i pogrzebał patykiem w brzozowych węgielkach. Buchnął wysoki ogień i wizję chabrowych oczu otoczonych wianuszkiem grubych, ciemnych rzęs  - szlag rzęsisty trafił.
- Aha. - odburknąłem obrażony, mając nadzieje, że powstrzyma go to przed rozwinięciem tematu miejskiej nawigacji.
- Wszystkie satelity telewizyjne wiszą na geostacjonarnych orbitach nad równikiem, tak? - ciągnął niezrażony Marian. - Te najpopularniejsze, Hotbirdy i Astry, fruwają prawie dokładnie na południe od nas. W Szczecinie odchylenie od południa to  1 stopień kątowy, w Białymstoku maks 8. Rozumiesz? Jak Polska długa i szeroka, dachy miast i wsi, upstrzone są talerzami TV Trwam i Cyfrowego Polsatu. Wystarczy podnieść wzrok, popatrzeć w którą stronę skierowana jest antena i już wiesz, gdzie jest południe, gdzie północ, gdzie wschód, a gdzie zachód. Nieźle to rozkminiłem, co nie?
- Gówno tam wymyśliłeś. Jak cię znam, to pomysł buchnąłeś od swojego brata który jest astrono..astrololo..astrologiem i dorabia montując telewizory w szpitalach na Podbeskidziu. - przerwałem kąśliwie, bo nadal byłem na niego wkurwiony za te zniknięte bezpowrotnie oczyska ekspedientki. Bardziej chabrowe niż chabry.
- W lesie jest trochę gorzej. - rozpędzał się Marian. - Brak widocznego horyzontu, liście utrudniają obserwację słońca i innych ciał niebieskich. Nawigacja w oparciu o mech na drzewach i budowę mrowiska to jakiś horrendalny kretynizm. Harcerskie metody z zegarkami, patykami i cieniem są okej, ale długotrwałe lub mało precyzyjne. Najlepiej jest wtedy zrobić sobie samemu kompas.
Bierzesz igłę z zestawu do szycia albo z apteczki. Z głośnika samochodowego wymontowujesz magnes. Można też rozpieprzyć dysk twardy w laptopie. Jeśli nie mamy dostępu do magnesów z metali ziem rzadkich - trzeba ukraść dzieciom magnesy z lodówki. Zwykły, czarny magnes ferrytowy z kuchennej szafki też będzie działać bardzo wporzo. Tylko zapomnij o tych miękkich plasticzanych plakietkach - bo taśma magnetyczna to macierz Halbacha, czyli układ wielobiegunowy, dobra nieważne. Ważne jest to, że magnes po prostu bardzo łatwo pozyskać. Kurczę, przecież w Miedziance jest cała hałda rudy magnetytu. Pójdę tam jutro i sobie wykopię, a co!
Dalej jest już z górki. Łapiesz igłę za ucho i pocierasz ją magnesem w stronę żądła. Wracając do ucha, odsuwasz magnes możliwie jak najdalej od igły. I tak sobie skrobiesz jak marchewkę, jakieś 30-40 razy. Ważne, żeby zachować ten sam kierunek. Poznasz, że igła jest namagnesowana, jeśli przyciągnie drugą, nienamagnesowana igłę
czy tam inną szpilkę. Jeśli masz możliwość sprawdzenia polaryzacji magnesu - trzyj biegunem południowym. Namagnesowany czubek igły stanie się biegunem północnym igły kompasu.
Teraz nalewasz wody to jakiegoś niemagnetycznego naczynia - aluminiowej menażki, plastikowego talerzyka czy drewnianego kubka. wrzucasz do środka coś co będzie pływać - korek od alpagi, liścia, albo skrawek papieru. Może być dowolny paproch. Ale korek najlepszy. Centralnie na środku paprocha umieszczasz igłę i włala - kompas gotowy.
A teraz najlepsze. Teorię zna każdy. Ziemia, nasza planeta, to taka jedna wielka namagnesowana kulka, prawda? Z rdzeniem naładowanym żelazem i niklem, z biegunem północnym i południowym i tak dalej. Różnicę pomiędzy biegunem geograficznym i magnetycznym uznajmy na chwilę za nieistotną w  naszych rozważaniach. Wiemy, że wykorzystując pole magnetyczne ziemi możemy ustalić za pomocą naszej małej igły gdzie te bieguny się znajdują. Namagnesowana igła na pływającym paprochu zawsze ustawi się w linii łączącej oba końce Ziemi.
Ale, ale! Hola, hola! Tora, tora, tora!
Skoro bieguny magnesów o takiej samej polaryzacji się odpychają (północny odpycha północny), a przy polaryzacji odwrotnej przyciągają się (północny przyciąga południowy), to czemu do jasnej cholery północny biegun naszej igły pokazuje na Biegun Północny Ziemi? Kurnia, powinny się odpychać. Wiesz dlaczego tak jest?
- Dlaczego? - zapytałem cicho,  moszcząc się na posłaniu
- Wykminiłem własnie! - wrzasnął Marian. - A to dlatego, mój drogi idioto, że geograficzny Biegun Północny, z magnetycznego punktu widzenia jest biegunem południowym! Rozumiesz? Kurwa! Całe życie nas oszukiwali! Biegun Północny jest magnetycznie południowy a Południowy jest magnetycznie północny.
Aaaaaaajajajajaj!!!! - wrzasnął przeciągle i zaczął podskakiwać dookoła ogniska. Nagle głowa mu straszliwie napuchła i głośno eksplodowała ochlapując wszystko dookoła resztkami przeżartego używkami mózgu.
- Kurczę, chabrowe oczy i gęste, kruczoczarne włosy. Niespotykane połączenie, ale bardzo ładne. Pójdę do sklepu z samego rana, hmmmm.... - pomyślałem nakrywając się śpiworem.

piątek, 28 kwietnia 2017

Agrarny Radykalizm/Guerilla Gardening. Lista Bezobsługowych Roślin Jadalnych

Prolog
"Nadszedł czas agrarnej dominacji. Kosa, sierp w imieniu wiejskiej racji. Peezel, od dzisiaj już na zawsze. Szczodry plon, Combat Wiejskiej klasie!"
Rock Against Cities
"Poszukiwana załoga na niebezpieczną wyprawę. Płace niskie. Straszliwe zimno. Długie miesiące w zupełnej ciemności. Bezpieczny powrót mało prawdopodobny. W przypadku sukcesu - honor i sława". 
Ernest Shackleton

Włóczykiju,

Wyruszając na ekspedycję zabierasz ze sobą zapasy, które mają nieprzyjemną właściwość - kiedyś skończą. Albo zaśmiardną. Można oczywiście pozyskiwać pożywienie własnym sumptem, zbierając w lesie, rekwirując lub kupując od chłopa tudzież baby. Taka gospodarka zbieracko-łowiecka to ogromna frajda, ale ma swoje minusy. Nie zawsze znajdziemy to czego szukamy, a czasami nie znajdziemy nic.

Zawsze oczywiście można pójść do sklepu, ale jest to rozwiązanie nieharcerskie, niehonorowe i niezbyt heteronormatywne.

Jeśli planujemy kiblować w jakimś miejscu przez dłuższy czas i chcemy porządnie zasekurować perymetr, to naturalną konsekwencją takiej decyzji jest przejście na cywilizację rolniczą.

środa, 7 grudnia 2016

Saperka Kosmicznego Zwiadu

Saperka w rękach żołnierza Kosmicznego Zwiadu to groźna, bezgłośna broń. Żołnierz Kosmicznego Zwiadu kocha swoją saperkę, wierzy w jej niezawodność i precyzję bardziej nawet niż w swego blastera. Każdy żołnierz Kosmicznego Zwiadu trenuje użycie swojej saperki znacznie intensywniej niż jakikolwiek inny żołnierz we Wszechświecie. 

Standardowe wojskowe saperki mają zazwyczaj łukowato lub trójkątnie zakończone ostrze. Czemu? Taki lekko zmodyfikowany szpadel irlandzki ze Starego Świata to łopata do prac, w których kopanie i rycie jest warunkiem wstępnym pozyskania materiału do przeniesienia w odpowiednie miejsce: kopanie dołów strzeleckich, okopów, transzei i ziemianek.


Komandos Kosmicznego Zwiadu nie kopie okopów. Macierzysta planeta jego przeciwnika - Robali, jest zbyt grząska i błotnista, a przy tym zbyt zryta tunelami wroga, by miało to jakikolwiek sens. Zdumiewające jest więc, że żołnierze KZ noszą ze sobą saperki. Po co im one? Jeśli zadacie to pytanie, uśmiechną się i nic nie odpowiedzą. Nie można opowiedzieć słowami, w jaki sposób używają swoich saperek. To trzeba zobaczyć!

Trójkątne, punktowo zakończone ostrze zwykłych saperek przydaje się w budownictwie i ogrodnictwie. Ich wydajność jest jednak znikoma przy załadunku czy przemieszczaniu materiałów mokrych i ziarnistych. Standardowa saperka żołnieża KZ przypomina raczej miniaturową wersję ŁS 110 - Łopaty Saperskiej, której nie nalezy mylić z saperką.  Saperka żołnierza KZ ma szerokie, płaskie ostrze z lekko wygiętymi krawędziami bocznymi i drewniane stylisko. Metalowy trzonek występujący we wcześniejszych wersjach saperki był zbyt zimny i przymarzał do rękawic standardowego kombinezonu bojowego podczas działań w pasie asteroid otaczających świat Robactwa. Doświadczony żołnierz owija go nieregulaminową opaską z dwóch metrów taśmy izolacyjnej, która przydaje się niespodziewanie często i w najmniej spodziewanych momentach gwiezdnej służby.

Saperkę Kosmicznego Zwiadu pierwotnie wymyślono po to, aby każdy żołnierz trzymał ją na wszelki wypadek. Okazało się, że na błotnistych i zaśnieżonych planetach skolonizowanych przez Robali o wypadek nietrudno. Stare powiedzenie mówi, że im lepszy łazik planetarny, tym dalej trzeba iść po kosmolot. Standardowa saperka ZK świetnie nadaje się do odrzucania ton pośniegowego błota spod kół lub odklejania wklejonego w bagno pojazdu orbitalnego Golem Mk3.

Niepozorna łopatka okazała się jedną z najważniejszych broni jaką Ludzkość mogła przeciwstawić Robactwu.



Knieje porastające światy Robali upstrzone są niezliczoną ilością odchodów. Po usłyszeniu komendy „Postój!”, żołnierz KZ natychmiast idzie w krzaki i kopie latrynę. Prostą, żołnierską, na jedno wbicie szpadla i odrzucenie darni. Po wypróżnieniu się, maskuje tą darnią dołek wypełniony ekskrementami. Wie bowiem, że nawet jeden człowiek bytujący na ograniczonej przestrzeni przez dłuższy czas potrafi zapaskudzić cały perymetr i zdradzić swoją pozycję. A i wdepnąć w ludzkie odchody, niczym w minę przeciwpiechotną - ani śmieszno ani bezpiecznie. Gówno przyciąga bowiem Robactwo. 

Jeśli żołnierz ZK nie eliminuje insektoidów, nie odkleja akurat łazika z niegościnnej gleby ani nie załatwia się w lesie - znaczy się, że śpi albo je.

W awaryjnych sytuacjach, czyli praktycznie codziennie, żołnierz KZ używa swojej saperki do przygotowania jedzenia. W każdej drużynie komandosów Kosmicznego Zwiadu jest przynajmniej jedna saperka, która służy tylko do tego celu. Naturalne jest bowiem, że nikt nie chciałby zjeść jajka usmażonego na patelni, którą kolega wcześniej kopał latrynę! Dzięki długiemu stylisku, łopatka żołnierza KZ może służyć jako patelnia do smażenia sera, jajek i boczku bezpośrednio w ognisku, ale świetnie sprawdza się też jako łopata do wypieku chleba w żarze.

Saperka Kosmicznego Zwiadu to nie tylko narzędzie do kopania, to także budowlany przymiar. Długość saperki to dokładnie 61,5 cm czyli 2 stopy. Znając na pamięć te wymiary, żołnierz może zmierzyć, co tylko zechce. Dajmy na to, średnia odległość Ziemi od Słońca to 92 002 690 480 i pół długości saperki.

Saperka żołnierza KZ nie ma składanego trzonka – to bardzo istotne. Musi być ona jednym przedmiotem, monolitem nieugiętym jak Pięcioletni Plan Obrony Ludzkości. Ostrze jest wyostrzone niczym nóż. Łopatka pomalowana jest czarną, matową farbą, która nie daje odblasków w jaskrawym świetle Betelgezy, Deneb czy Bellatrix - słynnej Bella the Bitch, na której poległo wielu wspaniałych żołnierzy Kosmicznego Zwiadu: Jani Dupree, Ibrahim Nowak, Małgorzata Mbwelelele, John Schmidt, Yossi Mokebe, Dragana Lewiński, Akira Ibramovic, Jasiek Lee Chang i Yassmina Goldstein. 

Podobnie jak blastera, żołnierz KZ może używać saperki na dwa sposoby: ustawić na ogłuszanie lub eksterminację. Każdy żołnierz ZK wie, że uderzenie zaostrzoną krawędzią saperki potrafi przebić chitynowy pancerz Robala w najgrubszych nawet miejscach, o rąbaniu odwłoka i odcinaniu odnóży nie wspominając. Martwy Robal to dobry Robal. 

Żołnierze komanda Kosmicznego Zwiadu są jednak szkoleni by uderzać płazem saperki - żołnierz KZ wie bowiem, że Robactwo posiada świadomość kolektywną i jeden ogłuszony Robal wprowadzi w szeregi przeciwnika więcej zamętu niż spalenie ze szczętem całego Roju.

Ta książka opowiada o żołnierzach, którzy posługiwali się saperkami lepiej niż łyżkami przy jedzeniu, a w sianiu zamętu w szeregach Robali nie mieli sobie równych.

O komandzie Kosmicznego Zwiadu.





W roli tytułowej - Saperka "NATO" 82A - Romanik S.A

niedziela, 6 listopada 2016

Kraina Króla Kalosza

Meteorolodzy to straszne prosiaki i chuje. Zawsze, ale to zawsze się mylą, zmyślają i kombinują. Ale co do jednego są zgodni - pory roku w Polsce to zasadniczo rzecz biorąc dwa typy pogody - piździernik i lipcopad.

Zawsze w taką pogodę przypominam sobie, że gdzieś w słonecznej Hiszpanii, nad piaszczystym brzegiem oceanu siedzi sobie jakiś Jorge, sączy drinka z palemką, patrzy na swoją dorodną senioritę w skąpym bikini i się kurewsko nudzi. Ile kurwa tak można, mierde, puta madre?

wtorek, 26 lipca 2016

Pilarka w buszkafcie. Stihl czy Husqvarna?

- "Kochanie, ty zdaje się myślisz, że jak mi dasz swobodę, to ja będę rżnąc kurwy w Twoim łóżku. Mylisz się bardzo. Chodzi o moralną atmosferę swobody, z której dobrowolnie można nie korzystać. 

A teraz muszę kończyć, bo tu słaby zasięg i taki hałas, że nie słyszę własnych myśli. Pogadamy wieczorem na spokojnie, ok? Papa. Kocham cię."

- Żona? - zapytał Marian, .
- Nie, twoja siostra.
- Żartujesz?
- A jak myślisz?
- Że chuj
- To dobrze myślisz


wtorek, 17 maja 2016

Kwaśnica Siekierezad Umarłych

Położyłem się wieczorem i wstałem rano. Jak to mówi Pismo Święte? Niewiasta... niewiasta... eee... hm... coś takiego. Cholera jasna, zawsze po wódce mam łeb jak dziurawe wiadro. Ale jak bym tak z tydzień nie pił, to bym sobie przypomniał. W każdym razie coś z niewiastą i coś, że bardzo źle.


- Pan zwariował?
- Nie. Przyjechałem zwariować.

- Widzę, że następny do raju - powiedziała. - Magda na mnie wołają. Na żerdziach ja robię, bo co można na ścince zarobić? Na ścince to gówno zarobisz a na żerdziach to oho-ho. No, niech się ubiera i niech idzie teraz za mną.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Pielmieni syberyjsko-tureckie

"Wśród pierogów najbardziej cenię sobie pielmieni, do których farsz robi się z mięsa surowego. Łączy się w odpowiednich proporcjach wieprzowinę, wołowinę i baraninę, przyprawioną intensywnie czosnkiem i innymi przyprawami. Pielmieni podane ze śmietaną, dużą ilością czosnku, są niesłychanie pociągające i mógłbym je jeść godzinami."
Józef "Łysy Jedzie do Moskwy" Oleksy w liście do Zdzisława Kręciny

Najdalsze rubieże, last frontiers, czyli tzw. pogranicza to miejsca gdzie kultury i ludzie się, proszę szanownej stryjenki, pierdolą między sobą. Gdzie bliskość granicy sprawia, że miksuje się wszystko: język, kuchnia, genetyka i geografia. Gdzie kontakt z kulturą sąsiada jest naturalny, nieunikniony i ludzie wybierają sobie z tego transferu kultur to, co najlepsze. Bo za bardzo nie mają innej opcji żyjąc w miejscu, w którym żyją. Uwielbiam takie miejscówki i dobrze się w nich czuję, najlepiej.

piątek, 11 grudnia 2015

Rakiety i skitury

"Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Aureliano Buendia miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec zabrał go z sobą do obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód." - "Cien años de soledad" , Gabriela García Márquez 

W zeszły weekend połknąłem "Wilki" Wajraka. Pomijając fakt, że to świetna, dobrze napisana książka (i to o wilkach) a wajrakowe pisanie jest bardzo bliskie mojej wątrobie, to strasznie ucieszyły mnie opisy łażenia na nartach po narewkowych łąkach. A parę dni temu na imprezie poznałem kolesia, który zdobył mistrzostwo świata w wyścigach psich zaprzęgów i w jeździe na nartach z psem.

wtorek, 1 grudnia 2015

Pan Kiełbadron

"Kiełbasa, (etym. sanskryt Kilaibhaśa पोलिश पका मांस ) - grube świecące jedzenie: (sanskr. kilai - grube; bha - świecące; aśa - jedzenie). 

Wyrób wędliniarski przygotowywany na cześć androgenicznego bóstwa Paraśuramy (pol. Dzierżący Topór, sanskr. Paraśurāma परशुराम ), postaci często wzmiankowanej w literaturze wedyjskiej - Śrimad-Bhagavatam, Mahabharata. Paraśurama zabił Kartawirję, który ukradł i zabrał do Mahismati spełniającą życzenia świnię Kamadhenu i zrobił z niej Pierwszą Kiełbasę (patrz także: Kiełbasa Kamadhenu)."

H. Lanszmit, "Kultura wędliniarska Orientu. Tom III: Maghreb, Lewant i Subkontynent Indyjski", ZNiO, Ossolineum, Lwów 1937, str. 228

Kasztan jadalny

O kurwa! Kasztan jadalny! - wrzasnął niespodziewanie Marian. - Najlepsze kasztany są na placu... - zacząłem odruchowo, ale nie zdążyłem dokończyć, bo Marian strzelił mnie w ucho.

- Aleś ty kurwa głupi! Jak, nie przymierzając, ten przemądrzały kurdupel z Centrali. Siedź, słuchaj i nie odzywaj się, bo dostaniesz w drugie ucho! Na placu Pigalle najlepsze są kurwy a nie kasztany. Każde dziecko to wie! Ale u nas na wiosce, nawet najstarsi menele nie widzieli nigdy takiego drzewa. Wiesz skąd to wiem? Powiem ci: Jakby widzieli, toby go zeżarli, tak jak zeżarli tego łabędzia, co na stawie zimował. A ten stoi, widać, że jeszcze od przedwojny. Znaczy jakiś mądry gość go musiał go tu zasadzić, jak tu jeszcze ten las był, co go teraz nie ma, bo pobudowali te nowe domy dla menadżerów średniego szczebla. Zasadził tego kasztana pięknie. Bo to nie z naszej bajki drzewo, ino antropofit, przywleczony przez Rzymian z południa. A posadzić zjadliwego kasztana tak, żeby za maleńkości przetrzymał naszą zimę i kasztany rodzić zaczął, to sztuka jest! I to kurwa jaka! W arboretum w samym Radomiu takiego pięknego nie mają! 

niedziela, 29 listopada 2015

Tealighty

W uniwersum Metro 2033 Dymitra Głuchowskiego podstawową walutą w postapokaliptycznym handlu jest amunicja. Jestem święcie przekonany, że jeśli kiedyś zdarzy się scenariusz surwiwalowy typu "Gówno Wpadło w Wentylator - Boruch Wyłączył Światło", czyli kryzys energetyczny i długotrwałe przerwy w dostarczaniu energii elektrycznej, to obowiązującą walutą w handlu wymiennym będą świeczki.

Ludzkość bardzo szybko uzależniła się od elektryczności, ale równie szybko i łatwo może wrócić do czasów sprzed ustawy z 28 czerwca 1950 r. o powszechnej elektryfikacji wsi i osiedli. Pamiętam doskonale ile świeczek schodziło w stanie wojennym i wiem jaki przerób świeczek ma znajoma, która mieszka w Puszczy Białowieskiej, bardzo daleko od najbliższego słupa energetycznego. Świeczki są po prostu genialnie surwiwalowe i warto je zbierać. Małe tealighty - wkłady do podgrzewaczy, uwielbiam i uważam za jeden z doskonalszych wytworów cywilizacji. Kosztują bardzo niewiele, można je długo przechowywać w setkach lub tysiącach sztuk, a zajmują naprawdę niewiele miejsca. Zawsze się przydadzą.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Surwiwalowe napoje, które NIE są mdłe, gorzkie, ani śmierdzące. Odcinek I

Kiedy kapitan Paszke wyruszał na samotny rejs dookoła świata "pod wiatr", powiedział, że największym problemem będzie brak snu. Śpisz tylko parę godzin dziennie i to w kilkunastu ratach - max kwadrans. Bo w tym czasie dopływasz do czegoś, co jeszcze przed chwilą było za linią horyzontu. I możesz przypieprzyć w jakiegoś śmiecia typu flotsam and jetsam, wypadnięty z kontenerowca ładunek z chińskimi koszulkami, śniętego wieloryba albo pijany francuski lotniskowiec kieszonkowy.

- Długo będzie tak płynął? - zapytała Moja Pierwsza Żona, matka świeżonarodzonych bliźniąt.
- Jakieś 4 miesiące - odpowiedziałem.
- Eee, to na luzie - oceniła fachowo i poszła zrobić nam kawę. Kawę czarną jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra.

czwartek, 15 października 2015

Ziemniak. Pan Ziemniak.

 Jeśli nagrasz dźwięk skwierczącego na patelni boczku i puścisz od tyłu, to brzmi to zupełnie jak trzaski i szumy starej płyty winylowej na 33 i 1/3 obrotów. Dokładnie identycznie! (Tom Waits)

- Jeśli zbyt długo patrzysz na ziemniaka, ziemniak zaczyna spoglądać na ciebie - westchnął Marian patrząc w dogasające ognisko.

- Słucham? - spytałem nieco zaskoczony tą nietzscheańską sentencją i oderwałem na chwilę wzrok od mrugających węgielków. - Że co?

- CHUJÓW STO! - ryknął Marian. Zupełnie zapomniałem, że skubaniec miał przygotowane takie bezpieczniackie bon moty na każdą okazję i po raz kolejny dałem się złapać. Wszystko przez to cholerne zmęczenie.


czwartek, 1 października 2015

Książki i poradniki surwiwalowe. TOP TEN

Księgarnie pełne są mniej lub bardziej pociesznych poradników surwiwalowych, z których możemy się dowiedzieć jak rozpalić ogień pocierając oczodół kiszoną pokrzywą oraz jak wyznaczać kierunki świata brudną skarpetką i widelcem. Wybór jest przeogromny. Co więc wybrać? Które książki są szkodliwe i przeciwskuteczne a które sprawią, że zostaniemy Surwiwalowym Guru już po 15 minutach lektury?

Zacznijmy od podstaw. Pamiętajcie, by omijać publikacje wydane na papierze kredowym i/lub w twardej okładce oraz e-booki. Słabo się palą i trudno się nimi podetrzeć w sytuacji awaryjnej. Z drugiej strony - uważajcie na powielone na ksero rękopisy z rycinami wykonanymi z ziemniaka. Patrzysz na taki rysunek i nie wiesz, czy autor chciał narysować kicającego zajączka czy rakietowy pocisk balistyczny dalekiego zasięgu. Mogą być z tego nieliche kłopoty.

piątek, 25 września 2015

Spanie w lesie jesień/zima. 10 głupich porad.

"Żyjemy wiecznie. Budzisz się wiosną, kiedy usypiasz, jest jesień, a między nimi tysiąc razy powraca zima..."
Erich Maria Remarque – Łuk triumfalny

Kończy się sezon w którym spanie w plenerze jest łatwe, proste i przyjemne jak siostra Mariana. Przez najbliższe miesiące będzie chłodno, mokro i czasem nieprzyjemnie. Tak to już w długotrwałych związkach czasem bywa. Ale nadal może być fajnie. Kilka porad, jak się przygotować do spania w lesie jesienią i zimą.

1. ŚPIWÓR

Dobry śpiwór to podstawa. Nie warto oszczędzać kasy, ani wagi. W jednokilówce Pajaka parę razy prawie zamarzłem. Szmatę Małachowskiego i Alpinusa Łosia spaliłem wczołgując się w nocy do ogniska. Potem przez kilka lat dźwigałem MSSa klnąc go na potęgę, ale potem w nocy dziękowałem za ciepły i nieprzerwany sen. Lepiej też wziąć spiwór za ciepły, niż za zimny. Pamiętajcie, że producenci podają dane na wyrost, a granica komfortu oznacza, że noc udało się przeżyć, a nie, że się porządnie wyspaliście. Łatwiej też rozpiąć za ciepły worek, niż uszczelniać za zimny. A i temperatura może w nocy zlecieć niespodziewanie w dół, nawet o kilkanaście stopni.

Puch czy syntetyk? Jak zwykle są dwie szkoły: falenicka i otwocka. Ja wolę syntetyki, ale jak kto lubi.

wtorek, 25 sierpnia 2015

"Tato, dlaczego ty jesteś taki duży a dotykasz pokrzywy?". Dzieci w lesie.

"Dzieci są zakałą ludzkości. Jest to klasa nie produkująca, pasożytnicza, uprzywilejowana, chorowita, samolubna, pozbawiona wychowania i wykształcenia, niegrzeczna i brudna. (...) Jestem, jak wiadomo, człowiekiem złym. Nie lubię dzieci, kwiatów, ptaszków, piesków i tym podobnych bredni. To ja odkryłem, że kwiaty są świnie."

Antoni Słonimski


Za każdym razem, kiedy słyszę narzekanie na młode pokolenie: Że nic nie robią, że niewychowane pedały w rurkach, siedzą tylko i grają w słoneczko na komputerze, wyrazów obelżywych używają w tramwaju, na ulicę plują a pod płotem szczają - to mam ochotę roześmiać się takiemu narzekaczowi prosto w twarz. Serio?

czwartek, 20 sierpnia 2015

Kuchenka SurvivalTech mod.04 wer.666

SurvivalTech to ci kolesie, którzy uzbrojeni po zęby biegają po lesie w dziwnym maskowaniu i święcie wierzą, że są gotowi na inwazję Jaszczuroludzi z Kosmosu. Zmartwię Was chłopaki - na wszystkich nas nie starczy Wam amunicji! A nasze dzidy laserowe są lepsze niż Wasze dzidy laserowe.

No i te Survivaltechy zrobili kiedyś własną kuchenkę ekspedycyjną.

Kuchenki i piecyki do gotowania w terenie to kupa zabawy. Można zrobić je z wszystkiego - ze starych puszek, z kawałka rury, ze starego ociekacza na zlew, z samego zlewu, z pojemnika na srajtaśmę, z azbestu, z obudowy od kompa, z samochodowych elementów blacharskich itp. Z wszystkich tych fajnych rzeczy, które występują w polskich lasach w dużej obfitości, bo jakiś chuj je wyrzucił. Problem jest tylko jeden. Ciężko potem taką zaadaptowaną w charakterze rusztu studzienkę kanalizacyjną przenosić ze sobą na większe odległości. Bo ciężko, bo niewygodnie, no i brudno.

piątek, 26 czerwca 2015

Fondue Dalekiego Zwiadu. Combat SEREK

Tradycyjne fondue to proste danie szwajcarskich pastuchów. Taki przaśny posiłek helweckich parobków - kociołek z rozpuszczonym ementalerem pół na pół z gruyerem (plus lufa kirszu), w którym macza się bułę nabitą na patyk. Lubię fondue strasznie, bo z maczaniem buły jest zawsze masa problemów a przy podgrzewanym kociołku fajnie się siedzi i gada.  

Ale taktycznej wersji paprykowo-rozpoznawczej chyba jeszcze nigdy nie robiłem.

Przezornie postanowiłem nie rozpoczynać eksperymentu od roztopienia kilograma szwajcarskich serów o wartości przekraczającej budżet średniej wielkości afrykańskiego państwa (np. takiego Radomia). Użyłem starej metody zwiadowczej, tzw. rozpoznanie gnojem.

piątek, 12 czerwca 2015

Najsłynniejsza Kałuża Świata - Eskimåkvinnans Skinnbyxa

"Nie chodzi o to, by złapać jenota, ale by gonić go"
- stare karelskie przysłowie

"Jestę gepardę ulicy, serce mam z napalmu,
Jestę synę bomby jądrowej, zapomnianym dzieciakiem Ziemi,
Tym, Który Serczuje i Distrojuje"
- Iggy Pop



Słynny fiński strzelec wyborowy Alvar Aalto znany był z tego, że potrafił zapieprzać na nartach przez 50 kilometrów, tylko po to, by bez mrugnięcia okiem odstrzelić denko w butelce wódki trzymanej przez niczego niespodziewającego się lejtnanta Armii Czerwonej, Aloszę Żmijcewa. Jak oceniają historycy, Żmijcew stracił w ten sposób podczas Wojny Zimowej co najmniej 505 flaszek, w  rezultacie czego popadł w głęboką depresję i umarł na zespół odstawienia alkoholowego w wieku 23 lat.

sobota, 2 maja 2015

Poczet Konserw Polskich


Paprykarz Szczeciński

Podobno są na świecie rzeczy straszniejsze niż paprykarz. Oczywiście, że są: wirus Ebola, napromieniowanie Strontem-90 i Cezem-137 oraz nieoperacyjny guz mózgu. Szczerze? Po zjedzeniu połowy puszki czuję się, jakby zaserwowano mi wszystkie z wymienionych atrakcji jednocześnie. Jeśli uważasz, że Paprykarz Szczeciński jest okej, to albo jesteś kibicem Pogoni Szczecin albo ostatnio jadłeś paprykarz w 1968.

Legenda głosi bowiem, że Paprykarz Szczeciński został opracowany w połowie lat 60. XX w. przez pracowników laboratorium PPUDiR Gryf ze Szczecina i był wynikiem pomysłu racjonalizatorskiego na zagospodarowanie odpadów toksycznych. Pierwowzorem paprykarza była afrykańska potrawa czop-czop, której smakiem na początku lat 60. zachwycili się technolodzy z polskich statków-chłodni podczas połowów u wybrzeży Afryki Zachodniej. W pierwotnym oryginalnym paprykarzu szczecińskim 50% zawartości stanowiły różne gatunki ryb afrykańskich (m.in. gowik i pagrus). Reszta to ryż, pomidory sprowadzane z Bułgarii i Węgier oraz ostra afrykańska papryczka pima. 

To chyba jedyny przykład potwierdzający bzdurną tezę, że "Panie-za-komuny-to-było-leeepiej" - potem afrykańskie ryby zdechły, statki-chłodnie zgniły, zaprzyjaźnione kraje demokracji ludowej przestały być krajami demokracji ludowej a paprykarz zamienił się w niejadalne gówno.

Kiedy jeszcze grupa V.S.O.P. prężnie działała surwiwalowo, to na każdy wyjazd kupowaliśmy masę różnych konserw w hurtowych ilościach. Fragment z dziennika pokładowego, data gwiezdna 1998: 

"Najbardziej nie lubimy wpierdalać Paprykarza Szczecińskiego. To gówno składa się z ryżu, ryby i ni chuja ni mo papryki. Julek kiedys kupił całą zgrzewke i potem z Szulą wpierdalali to przez dwa tygodnie. Nawet mi się chciało rzygać jak na to patrzyłem. Najgorzej, że nawet jak się zje tylko łyżeczkę, to pierdolony ryż siedzi potem między zębami i smierdzi cały dzień."

Koniec wpisu, podpis nieczytelny. Ciał nie odnaleziono.