poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Bieszczadzka grochówka z macierzanką i lebiodką


Kajakowa wyprawa na Prusy Wschodnie, którą Melchior Wańkowicz odbył tuż przed wybuchem II Wojny Światową przerodziła się w najwybitniejszy reportaż dwudziestolecia międzywojennego -  "Na tropach Smętka". To w gruncie rzeczy opis fajnych wakacji z córką i wakacji z dzieciakami generalnie. Choć za tę książkę Wańkowicz miał później przesrane u Gestapo i musiał uciekać z Polski, to myślę, że nigdy tych wakacji nie żałował.

Mazury były wtedy autonomicznym bytem zamieszkałym tylko przez lokalny personel cywilny. Bez turystów, bez infrastruktury, bez budek z pamiątkami, bez smażalni ryb, bez koncertów szanty i obsranych lasów. Królestwo natury, którego już nie ma i którego cholernie szkoda, bo dzikie i bezludne Mazury były niesamowicie fajnym miejscem. Trochę jak bieszczadzka Dolina Sanu w roku 2018.

Wakacje z dziećmi na dziko to niezły sport ekstremalny. Nasz bieszczadzki biwak Fundacji LAS z małą bandą dorosłych i dużą bandą dzieciaków jest przeżyciem prawie tak hardkorowym jak słynny spływ Melchiora i Tili. W każdym razie lubię sobie tak o nim myśleć.

No dobrze. Ale co wakacje z dzieciakami mają wspólnego z grochówką?

Niezniszczalna Bieszczadzka Grupa WiRoNi, czyli Wiki, Ronja i Nina to nasze córki. Trzy różowo-fioletowe dziewczynki w kaloszach. Przez błoto czy pokrzywy idą jak małe czołgi i mają przy tym mnóstwo frajdy. Łapią ślimaki a potem malują je w oczojebne serduszka i kwiatki. Skumplowały by się z córką Wańkowicza w pięć sekund. Nasi synowie i ich kumple też mają dużo energii i świetnie się tutaj  bawią, ale one, to jest kompletny kurwa odlot. 

Pewnego dnia dnia nazbierały mnóstwo zielska, z którego zrobiły herbatę. Głównie mięta, melisa, jeżyny i maliny. Lebiodka i macierzanka, jako niepasujące do ich wizji herbatki, zostały odrzucone won w krzaki. 

A męska ekipa obozowa przygotowywała akurat wtedy ZUPĘ GROCHOWĄ w kociołku wiszącym nad ogniskiem .

Mimo usilnych poszukiwań i ku mojemu wielkiemu zmartwieniu, nie udało nam się znaleźć w Bieszczadach dziko rosnącego majeranku, który jest podstawową przyprawą do grochówki. Mariana nie ma, koniec i kropka pe el. Za to lebiodki i macierzanki, odrzuconej przez Grupę WiRoNi - miałem pod ręką całe mnóstwo. 

Stanęło więc na tym, że nasza grochówa będzie doprawiona tym zielskiem, które akurat jest.

I to był bardzo dobry pomysł.

Ingrediencje: 

1kg grochu, 0,2kg wędzonego boczku, 0,5kg dobrej kiełbasy, 0,5kg ziemniaków, 1 marchewka, 1 cebula, papryczka chilli, czarny pieprz, sól, macierzanka, lebiodka.






Egzekucja:

Groch płuczemy, wywalamy podejrzane ziarenka i namaczamy na noc (a najlepiej na 24h) w zimnej wodzie, kilkukrotnie odcedzając i zmieniając wodę. Tak z 2-3 razy. Odkładamy na bok.

Kociołek wieszamy nad ogniskiem i od razu wrzucamy pokrojony w kostkę boczek, żeby zaczął się powoli wytapiać. Cebulę opalamy z łupin nad żywym ogniem. Kiełbachę, marchewkę, ziemniaki i chilli kroimy wedle uznania. Gdy boczek się już ładnie zarumieni i puści tłuszcz, przesmażamy na nim warzywa i kiełbę. Dorzucamy groch i zalewamy wodą. Doprawiamy solą, tak konkretnie, bo groch i ziemniory lubią dużo soli. 

Mikstura musi się teraz delikatnie wybulgotać się na słabym ogniu. Im słabszy tym lepszy. Cały czas mieszamy, żeby nam się nie przypaliło. Kontrolujemy gęstość i w razie czego dolewamy wodę.

Gdy ziemniory się całkiem rozpadną a groch będzie miękki - zdejmujemy z ognia. Najbardziej lubię, gdy jest groch jeszcze lekko grudkowaty i nie całkiem rozgotowany.

Doprawiamy czarnym pieprzem i wspomnianymi już wcześniej, świeżo posiekanymi ziołami, które tak pachną obłędnie, że aż się w głowie kręci. W sumie to może być sama macierzanka - to ma być dominujący zapach.


Nalewamy do talerzy i przeżywamy okrutną chińską torturę - czyli czekanie aż grochówa trochę ostygnie.

Zżeramy i idziemy w góry.

Wiecie co? Dla mnie tak własnie powinny pachnieć wakacje. Grochówą na boczku i macierzance.

Polecam 12/10.



wtorek, 31 lipca 2018

Puszczańskie Komando znowu nadaje

Mam z Wami, wojującymi ekologami, pewien problem. Teoretycznie stoimy po tej samej stronie barykady. Zawsze się jednak trochę mijamy - kiedy ja skądś wyjeżdżam (wiecie, Rospuda, Białowieża, Bieszczady) to Wy własnie przyjeżdżacie na Wojnę. Nie mamy więc za dużo czasu, żeby sobie dłużej pogadać. Postaram się jednak napisać, w czym tkwi istota mojej niepełnej kompatybilności z ruchami ekologicznymi.

Zgadzam się z Wami, że dziką przyrodę należy chronić ze wszystek sił, do ostatniego tchnienia i do ostatniej kropli bimbru w żyłach. Nie zgadzam się jednak na walkę, w której dozwolone są wszystkie chwyty dżudo a przeciwnik wrogiem śmiertelnym i kurwą jest. A to wszystko ze względu na pewną wstydliwą przypadłość na którą cierpię od maleńkości. Zdaje się, że nigdy tego nie mówiłem, ale 

środa, 23 maja 2018

Sekurowanie Permetru czyli letalne i nieletalne metody odstraszania podkradaczy

1. Wierzbowy ostrokół

- Ale na chuj Ci te wierzby? - zapytał Marian

.- Do sekurowania perymetru. Ogrodziłem teren siatką leśną i powtykałem w nią wierzbę. Raz, że to najtańsze rozwiązanie, dwa, że sympatycznie wygląda taki naturalny żywopłot. Wierzba ma kosmicznie szybki przyrost, maskuje siatkę przed złomiarzami, żuli i sarenki w miejscu zatrzymuje, nie wejdzie mi tu więcej żaden grzybiarz czy inny kłusownik i, co najważniejsze, wierzba fajnie osuszy to bagno. A potem rozrośnie się w grubaśne drzewa. Pamiętasz jak płynęliśmy Utratą? W okolicach Żelazowej Woli brzeg obsadzony jest takimi szopenowskimi maczugami? Super to wygląda. W takich ogłowionych wierzbach lęgną się ptaszory, małe ssaki, coroczne odrosty wykorzystujesz jako materiał na koszyczki i plecionki, albo palisz tym w piecu. Taka głupia wierzba to zajebiście surwiwalowe drzewo, Marian. Nawet jej korę można wykorzystywać jako substytut aspiryny. 

wtorek, 15 maja 2018

Marynowane skrzydlaki jesionu

Władimir Arsienjew w "Dersu Uzale" albo "W Ussuryjskim kraju" pisał, że w południowej Syberii jadano młode owoce różnych gatunków jesionów marynowane w occie i w soli. Należy je jednak wcześniej kilkukrotnie ugotować, aby pozbyć się gorzkiego posmaku i wtedy są całkiem, całkiem. 

Ustalmy jednak jedną rzecz: oliwki ani kapary to to kurwa nie są. Jednak przy odrobinie dobrej woli możemy jesionowe skrzydlaki w occie uznać za ciekawą przekąskę/zagryzkę, którą miło jest czasem zaskoczyć konkubinę lub konkubenta podczas proszonej libacji na skwerku. "Nie jadłaś nigdy marynowanego jesiona? Poczęstuj się, proszę.". A potem okazuje się, że w mieszkaniu obok często dochodziło do awantur, 53-letni denat ma ranę kłutą w okolicy pleców a w pomieszczeniu gospodarczym mieszka drugi syn pani Jadwigi, brat podejrzanej, pseudonim Jesion. (tzw. młodszy Jesion, syn starego Jesiona). "Ale skrzydlaki to ty szanuj!"

poniedziałek, 14 maja 2018

Paleoracuchy grochodrzewowe czyli akacja w cieście naleśnikowym

Robinia akacjowa, przez głupie blade twarze nazywana akacją, od jakiegoś tygodnia kwitnie jak wściekła pod naszym pueblo. A kwiaty robinii w cieście naleśnikowym to tzw. "lep na dupy Potawatomi", popularny indiański afrodyzjak. Zrobienie takich paleoracuchów jest proste jak konstrukcja łuku ogniowego, szybkie jak spłoszony mustang i nawet najbardziej gapowaty członek plemienia nie powinien tego spieprzyć. Warto spróbować, bo choć kuchnia Pierwszych Ludzi jest zazwyczaj wyjątkowo paskudna i niezjadliwa - to jest naprawdę smaczne. Serio.

Świeżo zerwane kwiatostany robinii moczymy w niezbyt gęstym cieście naleśnikowym (2 jaja, szklanka mąki, szklanka mleka, pół szklanki wody, 3 łyżki oleju, szczypta soli) i smażymy krótko na głębokim oleju lub opiekamy nad ogniskiem, żeby było bardziej indiańsko. Polewamy syropem klonowym albo, jeśli jesteśmy bardzo biednym plemieniem, posypujemy cukrem pudrem z buraka cukrowego. Pozostałe okruszki rozsypujemy w ofierze pomniejszym bóstwom, jak zwykle.

Smacznego! I niech wasze mokasyny nigdy nie trafiają w kaktus.

wtorek, 8 maja 2018

Korona Gór Polski - 28 powodów, żeby nie chodzić po górach

Strasznie to chodzenie po górach jest głupie, męczące i bez sensu. Czyli tak, jak lubię.

Pierwsze dwa etapy ciśnięcia szczytów do Korony za nami. 11 pasm górskich: Góry Świętokrzyskie, Bieszczady, Masyw Ślęży, Karkonosze, Góry Kaczawskie, Góry Wałbrzyskie, Góry Stołowe, Góry Kamienne, Rudawy Janowickie, Góry Sowie, Góry Izerskie. 

Wiecie, co w tej nieszczęsnej Koronie Gór Polski jest najzabawniejsze? Małe różnice. Wszystkie góry mają to samo łajno, ale ciut inne (a wiecie, jak mówią w Karkonoszach na ćwierćfunciaka z serem?). 

środa, 3 stycznia 2018

Trudna sztuka kiblowania

Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Eufemiusz Bzdyś miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy Marian pokazał mu śnieg.

Śnieg miał wielgaśne płatki i sypał jak wściekły. Pirenejscy górale zwykli nazywać taki warun pogodowy i towarzyszącą mu zerową widoczność "tak zwanym damskim chujem". Kończyły się zapasy, ale gęsta śnieżna zamieć ułatwiała nam wyprowadzenie nieprzyjaciela w pole i wyjście z okrążenia. Po mozolnym, trzydniowym przemykaniu się na cichaczem ku wyżynom rozbiliśmy wreszcie obóz przejściowy na przełęczy i czekaliśmy aż otworzy się okienko pogodowe umożliwiające atak na sklep, w którym moglibyśmy uzupełnić zapas papierosów, pornosów i kabanosów. Odpoczywaliśmy.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Pigwowiec czyli Bomba inż. Witaminowa

Jak co roku, kiedy tylko spadnie pierwszy śnieg, siostra Mariana przybiega do mnie i krzyczy od progu: "Dzieci to kurwa znowu zżerają a potem plują i rzygają wszędzie! Co robić?

Siostra Mariana mieszka bowiem pośrodku pigwowego sadu. Niby po obrzeżach rosną tam jeszcze jakieś biologiczne zasieki: kolczaste głogi i dzikie róże a ze śliwek to ulęgałki i tarnina, ale marianowy sad głównie tą głupią pigwą stoi.

Właściwie to powinienem napisać - głupim pigwowcowem. Pigwa i pigwowiec zawsze się ludziom pierdolą, bo mają podobne nazwy i na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie. 


poniedziałek, 23 października 2017

Surwiwalowa fura na zimę

Toyota 4Runner
Myszy i pająki wprowadzają się już do ludzkich domostw i trzeba pamiętać podczas zakładania czapki i butów, by kilka razy nimi potrząsnąć, żeby sprawdzić czy ktoś nie zamieszkał w środku. 

Znak to nieomylny, że zbliża się zima i trzeba zacząć przygotowywać samochód do sezonu. Przygotowania zaczynamy oczywiście od wyboru furacza, bo przecież nie każdy furacz się do jazdy zimą nadaje.

Jak pewnie część z Was wie, jestem fanatykiem autograciarstwa i jarają mnie azjatyckie trupy: ogromniaste terenowe Toyoty z przełomu wieków i kieszonkowe Suzuki do napadowywania na zaspy i muldy.

poniedziałek, 9 października 2017

Bestiaryusz Mykologiczny Grzybni Wszelakiej

Historiae et Artis Omnium Daemonicum Fungae, Bestiaryusz Grzybni Wszelakiej i praktyczne sposoby radzenia sobie z niemi inaczey, sobie i potomnym ku przestrodze spisane czyli pół mieszkania zajebane grzybami najgorsze. 

Borowik latoś obrodził, kozaki się burzą po chutorach, opieńki się klują chmarami a kanie mają kapelusze większe niż talerz anteny Cyfrowego Polsatu. 

Jest w życiu okazjonalnego zbieracza grzybów tylko jedno trudniejsze i nudniejsze doświadczenie niźli jałowe grzybobranie, gdy w lesie nie ma ni jednej sztuki, najmniejszej i najbardziej zgnitej nawet. 

poniedziałek, 2 października 2017

Pan Buk

Wicher jesienny, rychłą zimę zwiastujący, wył za oknami i okiennicami trzaskał. Pająki i myszy, przed chłodem uciekając, do domostw ludzkich się na zimę wraz z potomstwem przeniosły. Pokryte czarnymi plamami klony zwiędły. Jesiony, jak to jesiony - zżółkły. A buki... 

A buki zaczęły płonąć.

Na ziemi rzeszowskiej, w Bieszczadach, ciągle jeszcze nie milkły strzały, a życie ludzkie bardzo często zależało od przypadku. W bratobójczej walce ginęli partyzanci wszystkich zwaśnionych stron, żołnierze KBW, milicjanci, funkcjonariusze UBP, członkowie PPR, jak i cisi, zwykli mieszkańcy tej ziemi, a nawet zwykłe panie sklepowe, które nie chciały dać na kredyt. Albo po prostu dać.

wtorek, 26 września 2017

Święte Dęby czyli Wiewiór vs. Pastuszkowie-Kretyni

Dęby, te wielgaśne, dumne i święte drzewa, gromowładnym bogom przynależne. Ich poskręcane konary trzeszczą jak koła machiny oblężniczej. Zranione żelaznym ostrzem krwawią, barwiąc na fioletowo siekierę. Celne trafienie spadającym żołędziem w czubek głowy potrafi zamroczyć najlepszego nawet wojownika. Dęby dają schronienie, opał, mąkę i paskudną w smaku kawę.

W ich liściach lęgną się drobne zwierzaki i pomniejsze bóstwa.

Pamiętacie tego wiewióra z "Epoki Lodowcowej", który zrobi wszystko, żeby uratować żołędzia? Mam tak samo jak on.



wtorek, 19 września 2017

Matatanka Wahanka. Sałatka z chwastów.

Bizony nadal nie nadchodziły. Matatanka Wahanka od trzech księżyców żywił się głównie korzonkami, korą i rosołem ze starego mokasyna. Miał już dość takiej diety a jego wewnętrzny wkurw sięgnął szczytu szczepowego totemu, gdy ojciec kazał mu skosić trawę przed tipi.

"W dupę kojota i tomahawk w plecy" - pomyślał. "Pojawią się bizony, to wyżrą trawę i nie trzeba będzie kosić prerii. Po za tym czym ja mam to kosić?

Tomahawkiem?

poniedziałek, 11 września 2017

Błoto, robaki i dzieciaki

Powoli staję się specem od realnych technikach przetrwania podczas spotkań z najstraszliwszym z żywiołów jakie możemy napotkać uprawiając tzw. surwajwal i buszkraft .

Z dziećmi.

Bo kto ci poda szklankę whiskey na starość?

Jasne, że nikt ci nie poda. A już na bank, nie będą to dzieci, które zgubią, albo stłuką flaszkę, a najprawdopodobniej - same wypiją. 

Potwory.

wtorek, 18 lipca 2017

Leatherman Guerilla Gardening Tool with Fork & Hoe

Narzędzia mają swoje imiona. A imię to ważna rzecz - nazwanie czegoś wpływa na charakter i przeznaczenie nosiciela nazwy. Znajomość prawdziwego imienia daje władzę, więc w wielu kulturach tożsamość dziecka ukrywano przed postronnymi, co miało ochronić je przed Złym Złem. Z podobnego założenia wychodzą magowie, szamani i gwiazdy porno, używając pseudonimów. Bezpieczeństwo przede wszystkim - nawet papieże nazywają się inaczej, niż naprawdę się nazywają.

Jak to się ma do narzędzi?

Są narzędzia, których nazwa mówi wszystko o funkcji. Piła jest do piłowania, rębak do rąbania a grabie grabią. Są też utensylia, których nazwy po prostu fajnie brzmią: ośnik, szpadel, szulfa, sierp.

Ostatni Quest Mariana


"Niech ci się szczęści kwiatku!"
Szekspir, Zimowa Opowieść

"The flesh is weak but the spirit is strong (Mięso jest słabe, ale za to spirytus jest mocny)"
Matthew 26:41

"Mógłbym całe życie spędzić w górach, ale polując, zawsze bym trzymał się tej jednej zasady. Jelenia trzeba powalić jednym strzałem. Gadam to w kółko, ale nikt mnie nie słucha. (...) Ok, teraz jesteś zdany na samego siebie."
Łowca Jeleni



Kim był Marian i czy istniał naprawdę?

Elegia o Marianu


"W głuchej puszczy, przed chatką leśnika,
Drużyna diabołów stanęła zielona;
A u wrót stoi brać bimbrownicza,
Tam w izdebce Marian wszak kona.
Odłożył łyżkę czarnymi palcyma,
Nie umarł wszystek, choć go ni ma.
Jeżeli nie lękasz się pieśni
stłumionej, złowrogiej i głupiej,
gdy serce masz mężne i jeśli
pieśń kochasz swobodną - posłuchaj."


Urodził się w namiocie jako nieślubny syn obwoźnego handlarza bronią i zbiegłej z cygańskiego cyrku niedźwiedzicy.

Wychowały go pająki.

Jako niemowlę został obmyty przez piastunkę w wodach Mrówki, co uczyniło go odpornym na bimber, ciosy wrogów i izotopy metali ziem rzadkich.



czwartek, 6 lipca 2017

Bażant, Który Przeżył

"Wichura rzucił Ziutę na tapczan jak niedopałek..." - zamruczał sennie Marian, zręcznie wyrzucając w ciemność zabłąkaną pod śpiworem szyszkę, nie budząc się przy tym ani na sekundę. Zazdrościłem mu tej umiejętności, nabytej w niezliczonych leśnych melinach.

Mhhhm, pomyślałem milczącym mruknięciem Marylin z "Przystanku Alaska". Każdy badacz używa - świadomie czy też nie, kategorii i aparatu pojęciowego, które dyktuje mu formacja kulturowa, w której jest zanurzony. Marian wydawał się być właśnie zanurzony w budyniu stworzonego z przedwojennych powieści awanturniczych dla kucharek oraz enerdowskiego porno. Tego zanurzenia także mu trochę mu zazdrościłem.


środa, 31 maja 2017

Łokieć Surwiwalowca

- Jakim strasznym wstydem jest dziś wyjście z piłą do lasu. Przez to, co się teraz dzieje, całą ta masowa wycinka wszystkiego co jest wyższe niż szczypior cebuli, ten ciągły łomot zarzynanych łańcuchów i smród niestygnących nawet na chwilę pilarek zaczyna sprawiać, że łapię doła. Ludzie patrzą na mnie jak na mordercę, choć staram się wycinać tylko drzewa chore, zagrażające życiu lub zdrowiu, mające wadę genetyczną lub zasadzone w wyniku przestępstwa.

- Masz po prostu problem z łokciami. - skomentował Marian mieszając zupę w wiszącym nad ogniskiem wielgaśnym garze.

- Coś jak łokieć tenisisty? Zespół cieśni nadgarstka?

piątek, 5 maja 2017

Nawigacja. Deklinacja. Kolacja.

Nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w punkt wysoko nad horyzontem. Ustawiona na nieskończoność ogniskowa kaprawych oczu przecinała gęsty brzozowy dym, patyki ze skwierczącą kiełbasą śląską, przenikała przez listowie i niknęła gdzieś w chmurach.
Marian rozmyślał. Nie przeszkadzałem mu i delektując się ciszą, obmyślałem sposób na skuteczne zbałamucenie poznanej rankiem ekspedientki o chabrowych oczach.
- Wyznaczanie kierunków świata w mieście jest banalnie proste. - mruknął ni stąd, ni zowąd Marian i pogrzebał patykiem w brzozowych węgielkach. Buchnął wysoki ogień i wizję chabrowych oczu otoczonych wianuszkiem grubych, ciemnych rzęs  - szlag rzęsisty trafił.