Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 maja 2016

Kwaśnica Siekierezad Umarłych

Położyłem się wieczorem i wstałem rano. Jak to mówi Pismo Święte? Niewiasta... niewiasta... eee... hm... coś takiego. Cholera jasna, zawsze po wódce mam łeb jak dziurawe wiadro. Ale jak bym tak z tydzień nie pił, to bym sobie przypomniał. W każdym razie coś z niewiastą i coś, że bardzo źle.


- Pan zwariował?
- Nie. Przyjechałem zwariować.

- Widzę, że następny do raju - powiedziała. - Magda na mnie wołają. Na żerdziach ja robię, bo co można na ścince zarobić? Na ścince to gówno zarobisz a na żerdziach to oho-ho. No, niech się ubiera i niech idzie teraz za mną.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Pielmieni syberyjsko-tureckie

"Wśród pierogów najbardziej cenię sobie pielmieni, do których farsz robi się z mięsa surowego. Łączy się w odpowiednich proporcjach wieprzowinę, wołowinę i baraninę, przyprawioną intensywnie czosnkiem i innymi przyprawami. Pielmieni podane ze śmietaną, dużą ilością czosnku, są niesłychanie pociągające i mógłbym je jeść godzinami."
Józef "Łysy Jedzie do Moskwy" Oleksy w liście do Zdzisława Kręciny

Najdalsze rubieże, last frontiers, czyli tzw. pogranicza to miejsca gdzie kultury i ludzie się, proszę szanownej stryjenki, pierdolą między sobą. Gdzie bliskość granicy sprawia, że miksuje się wszystko: język, kuchnia, genetyka i geografia. Gdzie kontakt z kulturą sąsiada jest naturalny, nieunikniony i ludzie wybierają sobie z tego transferu kultur to, co najlepsze. Bo za bardzo nie mają innej opcji żyjąc w miejscu, w którym żyją. Uwielbiam takie miejscówki i dobrze się w nich czuję, najlepiej.

sobota, 2 maja 2015

Poczet Konserw Polskich


Paprykarz Szczeciński

Podobno są na świecie rzeczy straszniejsze niż paprykarz. Oczywiście, że są: wirus Ebola, napromieniowanie Strontem-90 i Cezem-137 oraz nieoperacyjny guz mózgu. Szczerze? Po zjedzeniu połowy puszki czuję się, jakby zaserwowano mi wszystkie z wymienionych atrakcji jednocześnie. Jeśli uważasz, że Paprykarz Szczeciński jest okej, to albo jesteś kibicem Pogoni Szczecin albo ostatnio jadłeś paprykarz w 1968.

Legenda głosi bowiem, że Paprykarz Szczeciński został opracowany w połowie lat 60. XX w. przez pracowników laboratorium PPUDiR Gryf ze Szczecina i był wynikiem pomysłu racjonalizatorskiego na zagospodarowanie odpadów toksycznych. Pierwowzorem paprykarza była afrykańska potrawa czop-czop, której smakiem na początku lat 60. zachwycili się technolodzy z polskich statków-chłodni podczas połowów u wybrzeży Afryki Zachodniej. W pierwotnym oryginalnym paprykarzu szczecińskim 50% zawartości stanowiły różne gatunki ryb afrykańskich (m.in. gowik i pagrus). Reszta to ryż, pomidory sprowadzane z Bułgarii i Węgier oraz ostra afrykańska papryczka pima. 

To chyba jedyny przykład potwierdzający bzdurną tezę, że "Panie-za-komuny-to-było-leeepiej" - potem afrykańskie ryby zdechły, statki-chłodnie zgniły, zaprzyjaźnione kraje demokracji ludowej przestały być krajami demokracji ludowej a paprykarz zamienił się w niejadalne gówno.

Kiedy jeszcze grupa V.S.O.P. prężnie działała surwiwalowo, to na każdy wyjazd kupowaliśmy masę różnych konserw w hurtowych ilościach. Fragment z dziennika pokładowego, data gwiezdna 1998: 

"Najbardziej nie lubimy wpierdalać Paprykarza Szczecińskiego. To gówno składa się z ryżu, ryby i ni chuja ni mo papryki. Julek kiedyś kupił całą zgrzewkę i potem z Szulą wpierdalali to przez dwa tygodnie. Nawet mi się chciało rzygać jak na to patrzyłem. Najgorzej, że nawet jak się zje tylko łyżeczkę, to pierdolony ryż siedzi potem między zębami i śmierdzi cały dzień."

Koniec wpisu, podpis nieczytelny. Ciał nie odnaleziono.

wtorek, 23 grudnia 2014

Gravad Forell czyli Paleo Pstrąg Pogrzebany

"Są miłośnicy przyrody. Co ryby wyjmują z wody." 
Sztaudynger


Gravlax (zwany też gravad lax, gravlaks, graflax, gravet laks, graavilohi lub graavilohe) to tradycyjna metoda marynowania łososia stosowana przez ludy północy. Jest bardzo prosta - Wiking obtaczał rybę w soli i zielsku, po czym zakopywał ją po prostu w dołku wykopanym tuż nad poziomem linii przypływu.  Wersja współczesna jest wzbogacona o kilka prostych składników, nie trzeba kopać dołków, ale nadal chodzi mniej więcej o to samo. Zakonserwowaną surową rybę. :)


niedziela, 21 grudnia 2014

Karp Starej Żydówki z Bart

W tym roku Wigilia i ostatni dzień Chanuki wypadają tego samego dnia. Pszypadeg? Nie sądzę.

Inni szatani byli tu czynni!

Niezależnie od podejścia do zorganizowanej religii w jakiejkolwiek formie, czy też opinii na temat personelu naziemnego Pana B., niezależnie od osobistych upodobań i animozji - w takim dniu niespodziewanej koniunkcji świąt warto sobie zapodać tradycyjną polską potrawę - karpia po żydowsku.

Obłędny, stary i sprawdzony przepis na karpia w wersji gefilte fisz został uwieczniony przez niejakiego Zbigniewa Nienackiego. 

Nienacki, ojciec Pana Samochodzika, poza powieściami awanturniczo-przygodowymi dla młodzieży, popełnił też popularne swojego czasu dzieło „Raz do roku w Skiroławkach”, które sławę zyskało głównie dzięki wybitnemu opisowi rozbuchanego życia seksualnego mieszkańców małej mazurskiej wioski. Ale nie tylko dzięki temu.  

wtorek, 3 czerwca 2014

Bluszczyk Kur*ybanek i Stalinowski Metaszaszłyk

"Nienawidzę podróży i podróżników. A oto zabieram się do opowiadania o moich wyprawach. Lecz jakże długo trwało, zanim się na to zdecydowałem! Piętnaście lat minęło, od kiedy opuściłem Brazylię pa raz ostatni. Odtąd snułem wielokrotnie projekty napisania tej książki, ale za każdym razem powstrzymywało mnie uczucie zawstydzenia i niesmaku. Zastanawiałem się, czy należy drobiazgowo opowiadać o tylu bezsensownych szczegółach i błahych zdarzeniach."

- Claude Lévi-Strauss, "Smutek tropików"




Szedłem sobie kilka ładnych lat temu przez łąki niedaleko Rodos (Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką), aż tu nagle co widzę? Bluszczyk Kurdybanek sobie rośnie. Kurdybanek po prostu - przydatne i smaczne zielsko, dobre do kotletów mielonych, grochówki i pierogów ruskich. I poszedłem sobie dalej.

czwartek, 22 maja 2014

Surströmming - Skisły Śledź

Skandynawski skisły śledź jest zaliczany (i słusznie) do najobrzydliwszych dań na świecie. Szwedzi uważają go za narodowy przysmak i wciskają turystom, którzy łykają ten niesmaczny śledziowy dowcip jak pelikan łyka żabę.

Internet pełen jest filmików na którym płaczący i wymiotujący amerykańscy twardziele próbują zjeść te napuchnięte puszki (śledź cały czas fermentuje, więc konserwy są zazwyczaj napęczniałe i na granicy eksplozji). Linie lotnicze zakazują przewozu surströmminga nawet pod pokładem i w lukach bombowych. Puszkę, zgodnie z tradycją, należy otwierać pod wodą i na otwartej przestrzeni - inaczej ryzykujemy skażenie biologiczne kilku kwartałów mieszkalnych na całe pokolenia. Powiem wprost - dom w którym otworzono surströmminga nie nadaje się do zamieszkania już nigdy. Nigdy. 

czwartek, 8 maja 2014

Ślimakobójstwo - Winniczki po Burgundzku

Sezon polowań na winniczki trwa od 20 kwietnia do 30 maja (chyba, że coś się zmieniło). 

Robię winniczki zazwyczaj tylko raz w roku, bo mi żal zabijać taką masę żyjątek na raz. I muszę chować je przed Anką, bo jak je znajdzie, to wypuści na wolność. Staram się unikać niepotrzebnego ślimakobójstwa, ale one są takie pyszne, że czasami trzeba.

I tu mała dykteryjka. Kiedyś znajomi łapali w Bieszczadach muliony ślimaków, ale się strasznie zmęczyli. Umówili się więc z miejscową dzieciarnią, że im będą płacić po parę groszy za każdego przyniesionego winniczka. Zebrało się tego mrowie, a na na koniec jakoś żal było taką masę ślimoka zamordować. To wypuścili większość.

środa, 12 marca 2014

Ćwierćfunciak z SERE

Jules: Do you know what they call a Quarter Pounder with cheese in France?
Brett: No.
Jules: Tell him, Vincent.
Vincent: Royale with cheese.
Jules: Royale with cheese. Do you know why they call it a Royale with cheese?
Brett: Because of the metric system?
Jules: Check out the big brain on Brett. You one smart motherfucker.
Pulp Fiction

Czyli przepis na hamburgera, ale takiego konkretnego. Dupę urywa tak, że medyk nie wie jak  ma założyć stazę taktyczną.

Ingrediencje:
1 kg wołowiny, 2 cebule, 6-8 bułek, sałata lodowa, 15-20 dkg niebieskiego sera pleśniowego, 1 pomidor, majonez, ketchup, 2 ząbki czosnku, masło

niedziela, 16 lutego 2014

Pan Rosół

Szyfrogram z Centrali
"Rosół też był niezadowolony.
- Spójrz mi w oczy - nakazał Alcestowi. - Coś powiedział?
- Powiedziałem, że psiakrew, cholera, nie ma pan prawa chodzić po moich kanapkach! - krzyknął Alcest."

Królem zwierząt, jak wszystkim zapewne wiadomo, jest Śledź. Królem świata roślin - Czosnek. A królem wszystkich zup jest Rosół. Rosół jest królem i basta. Umówmy się - wszystkie inne zupy, to tylko wariacje na temat lub rozwinięcie tematu okołorosołowego. Niby to tylko zwykły bulion, ale nie do końca. (W przepisie na Żur Ogniskowy, napomknąłem już conieco o kwestiach rosołowych, ale warto przypomnieć raz jeszcze.)

Bo Pan Rosół jest też naukowo udowodnionym panaceum na wszelkie dolegliwości i schorzenia. Wzmacnia układ odpornościowy i wspomaga rekonwalescencję. O tej porze roku, biorąc jednocześnie pod uwagę epidemię grypy - gotowanie i zjadanie rosołu to świetny pomysł na długie wieczory, mistyczne przeżycie, patriotyczna powinność i prewencyjne działanie przeciwepidemiologiczne.

sobota, 15 lutego 2014

Słonina - oliwka północy, czyli jak zrobić Sało.


Mam pierdolca na punkcie oliwy i oliwek.

Basen Morza Śródziemnego, kolebka cywilizacji jaką znamy i granica pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem, wygrał z resztą świata wyścig o zajebistość dzięki jednej świętej roślince - drzewku oliwnemu. Kilka sztuk, uprawianych przez pokolenia, daje ludziom całe mnóstwo pysznego żarcia. W sumie nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Łatwo więc tambylcom przychodziło (w czasie wolnym od zdobywania pożywienia) finansowanie sprośnych artystów, dokarmianie filozofów, wymyślanie kolejnej religii monoteistycznej, budowanie imperiów i narzucanie swojej woli podbitym narodom.

W Grecji wkurwiają mnie przydomowe kilkusetletnie, sękate i pokręcone oliwki z powbijanymi gwoźdźmi, oliwki zawalone dyktą i zardzewiałymi rowerami. A w takiej jednej strategicznej dolince pomiędzy Jerozolimą a Betlejem przepyszne oliwki niczyje rosną jak rosły od zawsze, w dupie mając swoje położenie geopolityczne. I nikomu do głowy nie przyjdzie ich wyciąć. Wyciąć oliwkę? No weź przestań. 

Barbarzyńcy zamieszkujący północ mogą sobie tylko pomarzyć. I rzeczywiście -  lubię sobie czasem wizualizować własną szklarnio-cieplarnio-pomarańczarnię, w której uprawiałbym tylko oliwki. Całą masę oliwek. Dysponując odpowiednim budżetem, mógłbym sprowadzić sobie z Korfu wielgaśne donice z dorosłymi drzewami, a zimę spędzać we własnym gaju. Niestety, niezależnie od liczby worków z kasą, efekt końcowy nigdy nie będzie tak doskonały jak zaplanowała to Mać Natura.

piątek, 22 listopada 2013

Full Mithril Jacket

Nie mogłem się powstrzymać i popełniłem zalewajkę makhamską z "Sezonu burz". Modyfikacja na suszonych podgrzybkach i maślakach, dziczyźnie oraz (oczywiście) boczku tłustym bogato. Zeżarli wszystko - załapałem się jeno na małą miseczkę.
"Jeśli zalewajkę mahakamską uczynić, to tym sposobem: jeśli latem, kurek, jeśli jesienią, gąsek zielonych nazbieraj. Jeślić zimą albo na przedwiośniu wypadło, weźmij grzybów suszonych przygarść sporą. W garnuszku wodą zalej, mocz przez noc, rankiem posól, pół cebuli wrzuć, gotuj. Odcedź, ale wywaru nie zmarnuj, zlej go w naczynie, ino baczenie miej, by bez piachu, któren niechybnie na dnie garnuszka osiadł był. Kartofli ugotuj, w kostkę pokrój. Weź boczku tłustego bogato, porznij, przesmaż. Cebuli narżnij w półtalarki, w tłuszczu z boczku wytopionym smaż tęgo, aż się prawie przypali. Weźmij sagan wielki, wrzuć weń wszystko, a i o grzybach pokrojonych nie zapomnij. Zalej grzybnym wywarem, wody dodaj, ile trza, zalej wedle smaku zakwasem żurowym - jak taki zakwas uczynić, w inszym miejscu przepis jest. Zagotuj, solą, pieprzem i majerankiem przypraw wedle upodobania i chęci. Słoniną topioną okraś. Śmietaną zabielić, kwestia gustu, ale bacz: to wbrew naszej krasnoludzkiej tradycji, to na ludzką modłę, zalewajkę śmietaną zabielać."

Eleonora Rhundurin-Pigott, Mahakamska kucharka doskonała, nauka dokładna sposobów warzenia i sporządzania potraw z mięsiwa, ryb i jarzyny, jako też przyprawiania rozmaitych sosów, pieczenia ciast, smażenia konfitur, przyrządzania wędlin, przetworów, win, wódek, oraz różne pożyteczne sekreta kuchenne i śpiżarniane, niezbędne każdej dobrej i skrzętnej gospodyni.

środa, 20 czerwca 2012

Porkolt, czyli węgierska zupa gulaszowa wg Wysza

Składniki: wołowina (50%) i wieprzowina (50%), bulion, masło, oliwa, cebula, czosnek, włoszczyzna, ziemniaki, słodka papryka w proszku, papryczki chilli, świeża czerwona papryka, kminek, liść laurowy, pieprz, sól, mąka, czerwone wino.

Na lekko rozgrzanej patelni z grubym dnem rozpuszczamy w proporcjach pół na pół sklarowane masło i oliwę z oliwek (choć wersja węgierska przewiduje zastosowanie smalcu, ja wolę taką mieszankę). Na powstałym płynie podsmażamy drobno pokrojoną dużą cebulę i posiekany (nie wyciskany) czosnek. Kiedy cebula i czosnek się zeszklą (nie mogą się przyrumienić), drastycznie zmniejszamy ogień (najmniejszy jaki się da) i wsypujemy garść czerwonej słodkiej papryki w proszku. Najlepiej węgierskiej, hiszpańskiej lub indyjskiej. Kamis i inne popularne marki nie mają takiego aromatu i koloru. Zupa będzie bura i bez zapachu.

Dokładnie mieszamy, uważając, żeby nie przypalić papryki i czosnku, bo zgorzknieje. Uwaga! przepysznie pachnie. Do powstałej  szybko masy dorzucamy lekko oprószone mąka mięso mięso (cały czas mieszając), aż każdy kawałek będzie obtoczony i lekko obsmażony. Można to robić partiami, pamiętając cały czas, by nie przypalić.

Mięso na gulasz powinno być trochę przerośnięte tłuszczem i ścięgnami, ale bez przesady. Nadaje się pręga, rozbratel lub przednia wołowa, a z wieprzowiny: łopatka lub karkówka. Obsmażone mięso podlewamy szklanką czerwonego półwytrawnego lub półsłodkiego wina. Gdy wino się trochę zredukuje, podlewamy małą ilością wody i zostawiamy (cały czas na małym ogniu), żeby sobie bulgotało.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Biltong

Biali kradną biltong Czarnym
Biltong jest wielbiony praktycznie w całej Afryce Południowej (głównie przez białą ludność napływową). 

Nazwa, wbrew obiegowej opinii nie oznacza wcale wołowego ozora ("Bull's Tongue") po angielsku, ale zwykły kawałek dupy ("Bil Tong") w języku Afrikaans. 

Voortrekkerzy, czyli afrykanerscy pionierzy, zanim jeszcze stworzyli Apardheid i Sebenzę musieli wymysleć jakiś nieskomplikowany sposób na konserwację jedzenia na czas podróży. Podpatrzyli u rdzennych mieszkańców sposoby suszenia mięsa na świeżym powietrzu. Dodali od siebie parę ulepszeń i tak wyszedł Biltong. Pyszota która się trudno psuje, świetnie smakuje i zajmuje mało miejsca. 


czwartek, 28 stycznia 2010

Jerky i Pemmikan

Nasi przodkowie mięso jadali tylko od wielkiego dzwonu. Czasem trafiły im się resztki mamuta ze stołu szablozębnych albo lekko poszarpany piżmoszczur. Przez resztę sezonu, czyli jakieś 350 dni w roku (pamiętajmy, że soboty i niedziele nie były wtedy dniami wolnymi od pracy) musiał zadowolić się nadgniłym korzonkiem albo korą wykradzioną gapowatej kapibarze.

Wraz z rozwojem narzędzi, gdzieś tak pomiędzy przejściem ze zwykłych kamieni i patyków na zaostrzone kamienie i patyki, jadłospis stawał się coraz bogatszy w białko zwierzęce.

I tu pojawił się problem. Fajnie jest upolować mastodonta albo anakondę wielkości rakiety balistycznej dalekiego zasięgu, ale taka kupa mięsa ma jedną nieprzyjemną właściwość. Cholernie szybko się psuje, a zaśmiardnięte mięso, nie dość, że niedobre, to w dodatku niebezpieczne. Usiadł więc człowiek i zaczął myśleć (stąd nazwa specjalizacji w grupie: "myśliwy"). Z braku lodówko-zamrażarek, konserwantów, benzoesanu i gultaminianu sodu, E-trzystacośtam,  możliwości próżniowego pakowania i cud-maszyn z Telezakupów na Polsacie  musiał wykombinować jak spreparować mięso przy pomocy dostępnych mu technologii i narzędzi.

I w taki sposób wymyślono konserwację mięsa. Na wyłączny użytek tej próżniaczej klasy posiadaczy nadwyżek żywności.