czwartek, 6 lipca 2017

Bażant, Który Przeżył

"Wichura rzucił Ziutę na tapczan jak niedopałek..." - zamruczał sennie Marian, zręcznie wyrzucając w ciemność zabłąkaną pod śpiworem szyszkę, nie budząc się przy tym ani na sekundę. Zazdrościłem mu tej umiejętności, nabytej w niezliczonych leśnych melinach.

Mhhhm, pomyślałem milczącym mruknięciem Marylin z "Przystanku Alaska". Każdy badacz używa - świadomie czy też nie, kategorii i aparatu pojęciowego, które dyktuje mu formacja kulturowa, w której jest zanurzony. Marian wydawał się być właśnie zanurzony w budyniu stworzonego z przedwojennych powieści awanturniczych dla kucharek oraz enerdowskiego porno. Tego zanurzenia także mu trochę mu zazdrościłem.



Zmierzchało, a my byliśmy już bardzo, ale to bardzo zmęczeni. Mimo to nie potrafiłem zasnąć. Czy to brak napojów wyskokowych, czy to gruntowy przymrozek i drące dziób bażanty sprawiały, że czuwałem nasłuchując. Było tak fajnie, że przesłuchałem tak całą noc, wiedząc, że następnego dnia będę tego żałować.

Nad ranem (czyli po dwóch godzinach) obudził mnie zapach świeżo zaparzonej kawy, zapach mokrego psa i odgłosy trzaskającego ogniska. Marian pichcił coś na ogniu i gwizdał pod nosem.

- Marian, ty chuju przebrzydły. Daj mi jeszcze pospać. - mruknąłem spod śpiwora, starając się dostosować do jego poziomu elokwencji i zasobu słownictwa.

- Kuba, odklej powieki jedną od drugiej z łaski swojej i zobacz co pies przyniósł. I pokaż mu ten tatuaż, który zrobiłeś sobie ostatnio w Lututowiskach. - odpowiedział dziwnie wesoło Marian. - Co tam było napisane? - kontynuował rozochocony. Domus sine canem et focus penis est et permanet idem? - wydukał.

- Marian, litości, trzydziesty raz pytasz. W wolnym tłumaczeniu z łaciny to "Dom bez psa i kominka to chuj nie dom". Lucjusz Anneusz Seneka Młodszy.

- Kuba, pajacu. To co dla Ciebie jest wyznacznikiem komfortu i błogostanu - pies i kominek, dla innych może być może być utrapieniem i codzienną udręka sprowadzającą się do wyczesywania tony kłaków z kanapy i odkurzaniu mieszkania z cienkiej warstwy popiołu pokrywającej wszystkie możliwe powierzchnie. 

Ale dzisiaj masz szczęście - trafiłeś, flejo. Znasz Badyla? Tego łyżwa, co przynosił nam tzw. Myszy Merci czyli myszy dziękczynne w zamian za dokarmianie tuszonką i kiełbadronem? Otóż dzisiaj nad ranem Badyl przyniósł tłustego bażanta. Miałeś rację, kudłata pało. Opłacało się być dobrym dla zwierząt. Nie ma nic lepszego dobry rosół! Nastaw wrzątek w kotle, sparzymy i oskubiemy kuraka.

Albo wiesz, co? Nie, niech sobie leci.

Mamy jeszcze te chińskie zupki z Biedry?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz