- Jakim strasznym wstydem jest dziś wyjście z piłą do lasu. Przez to, co się teraz dzieje, całą ta masowa wycinka wszystkiego co jest wyższe niż szczypior cebuli, ten ciągły łomot zarzynanych łańcuchów i smród niestygnących nawet na chwilę pilarek zaczyna sprawiać, że łapię doła. Ludzie patrzą na mnie jak na mordercę, choć staram się wycinać tylko drzewa chore, zagrażające życiu lub zdrowiu, mające wadę genetyczną lub zasadzone w wyniku przestępstwa.
- Masz po prostu problem z łokciami. - skomentował Marian mieszając zupę w wiszącym nad ogniskiem wielgaśnym garze.
- Coś jak łokieć tenisisty? Zespół cieśni nadgarstka?



















