Żeby cokolwiek ugotować w lesie potrzebujemy ognia. Oczywiście można targać ze sobą ciekawe kuchenki na różniste, mniej lub bardziej dostępne paliwa, jednak najbardziej dostępnym (i odnawialnym przy okazji) źródłem energii u nas jest patyk.
Patyk trzeba jakoś podpalić, prawda? Zawsze mam przy sobię zapalniczkę, ale od jakichś 10 lat noszę też krzesiwo. Bo lubię krzesiwa, bo to fajna rzecz, bo warto expić skilla. Zapałki i zapalniczki są ok, ale kiedyś się kończą. A krzesiwko działa i nie wymydla się bardzo bardzo długo. Niekończąca się zapałka.
Swoje pierwsze krzesiwko dostałęm od przyjaciela, który w służbie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej zajmuje się umacnianiem demokracji i słowiańskiego stylu życia na Bliskim Wschodzie i nie tylko. Bardzo amerykańskie kontraktowe krzesiwko żelazocerowe z blokiem magnezowym. W przeciwieństwie do chińskich podróbek dawało bardzo ładne i ciepłe iskry. Popełniłem nawet kiedyś recenzję, która można przeczytać u PiteraM: http://guns.com.pl/firestarter.html

