Paprykarz Szczeciński

Legenda głosi bowiem, że Paprykarz Szczeciński został opracowany w połowie lat 60. XX w. przez pracowników laboratorium PPUDiR Gryf ze Szczecina i był wynikiem pomysłu racjonalizatorskiego na zagospodarowanie odpadów toksycznych. Pierwowzorem paprykarza była afrykańska potrawa czop-czop, której smakiem na początku lat 60. zachwycili się technolodzy z polskich statków-chłodni podczas połowów u wybrzeży Afryki Zachodniej. W pierwotnym oryginalnym paprykarzu szczecińskim 50% zawartości stanowiły różne gatunki ryb afrykańskich (m.in. gowik i pagrus). Reszta to ryż, pomidory sprowadzane z Bułgarii i Węgier oraz ostra afrykańska papryczka pima.
To chyba jedyny przykład potwierdzający bzdurną tezę, że "Panie-za-komuny-to-było-leeepiej" - potem afrykańskie ryby zdechły, statki-chłodnie zgniły, zaprzyjaźnione kraje demokracji ludowej przestały być krajami demokracji ludowej a paprykarz zamienił się w niejadalne gówno.
Kiedy jeszcze grupa V.S.O.P. prężnie działała surwiwalowo, to na każdy wyjazd kupowaliśmy masę różnych konserw w hurtowych ilościach. Fragment z dziennika pokładowego, data gwiezdna 1998:
"Najbardziej nie lubimy wpierdalać Paprykarza Szczecińskiego. To gówno składa się z ryżu, ryby i ni chuja ni mo papryki. Julek kiedyś kupił całą zgrzewkę i potem z Szulą wpierdalali to przez dwa tygodnie. Nawet mi się chciało rzygać jak na to patrzyłem. Najgorzej, że nawet jak się zje tylko łyżeczkę, to pierdolony ryż siedzi potem między zębami i śmierdzi cały dzień."
Koniec wpisu, podpis nieczytelny. Ciał nie odnaleziono.